CoSTa's Family Page

Icon

Nas dwóch, one dwie plus cała reszta gangu zwanego Rodziną. Nasze przypadki, wypadki i odpadki. Nasze historie małe i wielkie. Nasze życie sote. Batteries not included.

Wyjazdy i rozjazdy

Od jakiegoś już czasu robię w swojej firmie za zwierzę detepowo-marketoidowe. Taki miks zafundowano mi po wylaniu mojego szefa, którego obowiązki musiały w związku z tym zejść w hierarchii nieco niżej (szkoda, że nie poszły za tym i pieniądze no ale cóż począć poza tupnięciem nóżką?) i dostało się kilku osobom po ich czasie pracy dodatkowo. Ot sytuacja jakich wiele w korporacjach chciałoby się rzec. W czym więc problem?

W sumie prócz permanentnego braku czasu i zmęczenia tak po prawdzie to w niczym. Właśnie siedzę nad dwoma projektami, które jakoś budżetuję, ugaduję i w temacie których odbywam spotkania. A w międzyczasie się uczę. Dużo, szybko i w najlepszy możliwy sposób, bo na żywej tkance wydawanego na promocję pieniądza. I widzę, jak bardzo brakuje mi wykształcenia kierunkowego, znajomości terminów odpowiednich, pewnego obycia z marketingowymi tematami.

Skutkiem ubocznym zaczynają być wyjazdy i spotkania. To dla mnie, siedzącego do tej pory na dupie przed kompem i pielęgnującego hemoroidy kolesia – nowość. Nie to, żebym miał jakieś w kontaktach z ludźmi problemy ale wyjazd polegający na przejechaniu połowy Polski, godzinnym pogadaniu i powrocie to dla mnie do tej pory była kompletna strata czasu i strasznie dupne podejście do zarządzania zasobami. Przekonałem się jednak, że kiedy takie spotkanie zaczyna dotyczyć całkiem sporych budżetów, zaczyna być widać sens tego całego bujania się po świecie. Po prostu nie wszystko da się załatwić przez telefon czy Skype. Czasem spotkanie oko w oko jest po prostu niezbędne.

Zaczyna mnie to fascynować. Oderwanie granatem od komputera przez moją firmę początkowo traktowałem jak zamach na siebie i swoje zasiedziane królestwo. Jednak przekonawszy się naocznie, jak bardzo potrafi być taka zmiana inspirująca i motywująca, zaczynam rozumieć ideę karuzeli stanowisk. Zbyt długie siedzenie w jednym miejscu to prócz hemoroidów także spore samoograniczenie. I nawet jeśli niezbyt mi się to podoba czasami, muszę przyznać, że takie zmiany w życiu trzydziestopięciolatka to całkiem fajna sprawa.

Niestety są i mniej fajne skutki owych zmian. Maili już praktycznie nie czytam, bloga już praktycznie nie prowadzę, na jakiekolwiek zajęcia pozapracowe i związane z rodziną czasu i chęci po prostu brak. Zasuwanie za dwóch kończy się w jeden przewidywalny sposób: zmęczeniem. Sytuacja jest owszem mobilizująca ale po iluśtam godzinach zasuwania człowiek ma chęć na reset i niewiele więcej. Wczorajsze fragowanie w Killzone 2 to właśnie taki przyjemny sposób na odreagowanie i wyłączenie myślenia, w zamian zaś przynajmniej na krótko włącza się aparat bluzgania i wyzywania Voytassa od ostatnich za ciągłe wsadzanie śrutu w plecy :). Niezbyt to twórcze ale na twórczość po prostu nie mam ochoty.

Zapowiadają się w mojej pracowej “karierze” zmiany mniejsze i większe. Ciekawym bardzo, jakie będzie to miało przełożenie na dotychczasowy tryb życia. Póki co średnio mnie się te zapowiedzi zmian podobają. Stałe uczucie wypompowania i wynikająca z niego niechęć do robienia czegokolwiek nie są sposobem na życie. Jeśli dalej będzie to brnęło w jakimś nieustalonym kierunku, zapewne dokonam jakiejś małej pracowej rewolucji i albo zmienię robotę (idę do brata kopać rowy, płaci całkiem nieźle a robota ma same plusy :)), albo wydarzy się coś jeszcze innego. Ciekaw jestem bardzo, co to może być…

BTW – kto powiedział, że na klawiaturze iPhone nie da się pisać? Zapieprzam na tym aż miło patrzeć :). Wpis powstał dosłownie między przesiadkami…

S (kolejnym) nowym godam!

Pożyczamy...

A dla mniej kumatych z Excela:

  • kupy kasy!
  • dużo seksu!
  • od pyty zdrowia!
  • w cholerę trzeźwości ;)

Sylwestra spędzimy z żoną oglądając telewizornię i dmuchając w chusteczki. Na imprezę idzie da Majek. O tempora, o mores…

Szlachetna Paczka.pl

Ale mnie dziś Dorcia wkręciła… Zaczęła mnie bowiem opowiadać o akcji charytatywnej, o której usłyszała w telewizorni (bodajże jakiś poranny program TVNu – jakaś kawa na śniadanie czy inny taki), a która brzmi po prostu sensownie. Zasadniczo do wszelkich zorganizowanych akcji pomocowych jestem nastawiony mocno negatywnie bo mam przemożne wrażenie, że zbierana kasa w większości przypadków leci głównie na opłacenie pomagających a nie na potrzebujących. Ale wskoczyłem na stronę www.szlachetnapaczka.pl, poczytałem nieco, poszperałem w necie i… Ta inicjatywa ma sens!

Szlachetna Paczka

Szlachetna Paczka


Strasznie spodobała mi się idea pomocy konkretnej, określonej osobie/rodzinie. Nawet jeśli nie wiem, kto to jest i na oczy pewnie tej rodziny czy tego kogoś nie zobaczę, buduje to jednak jakąś więź między nami i choć w pewniej mierze daje poczuć, dlaczego pomaganie innym może być świetnym sposobem na zrobienie dobrze samemu sobie. Anonimowe przelewanie zautomatyzowanego jednego procenta na ciąg cyferek oznaczających zupełnie nikogo i zupełnie nic, nie daje po prostu frajdy. Ale działanie, w którym ma się wyznaczony cel do którego się dąży, które nie polega tylko na wysłaniu SMSa i autentycznie angażuje… Oooo, tak, to ma sens!

Są zaraz obok nas ludzie (całe rodziny), które potrzebują dosłownie wszystkiego. Oglądając listę potrzeb takiej rodziny złapaliśmy się z Dorcią po prostu za głowę. Jak straszna musi być finansowa sytuacja ludzi, którzy marzą o kocach i zasłonach do okien? Wysłanie SMSa z kanapy w żaden sposób nie pokazuje, z czym tak naprawdę trzeba się zmierzyć. I jako taki akt wysłania jest może i dobry ale nie pociąga za sobą żadnej świadomości swojego czynu a to nie może dać (przynajmniej mnie nie daje) żadnego poczucia dokonania czegoś dobrego i ważnego. Bo dzielenie się i pomoc innym uważam za dobre, ważne i potrzebne nie tylko dla tych potrzebujących ale także dla pomagających. Człowiek staje się wtedy po prostu lepszy. Widzi jakiś sens swojego działania. Wysłanie SMSa bardzo cały proces pomocy odczłowiecza i mam wrażenie, że czasem czyni wręcz więcej złego, niż dobrego.

Więcej o akcji możecie dowiedzieć się na jej stronie FAQ a ja może tylko podrzucę kilka zdań z ichniego presspacka:

Przede wszystkim chcemy dotrzeć do rodzin lub osób samotnych, które żyją w biedzie niezawinionej. Koncentrujemy się na tych, którzy nie mają postawy roszczeniowej; nasza pomoc może być jedyną, jaką otrzymają. Żeby uniknąć działań przypadkowych i chaotycznych, sami odwiedzamy potrzebujące rodziny. Nasi wolontariusze sami znajdują potrzebujących, zadając na pierwszy rzut oka proste pytanie: Czego najbardziej wam brakuje? Kurtki na zimę, kredek a może pasty do zębów? Bieda jest jak choroba – by skutecznie pomóc, trzeba ją dobrze zdiagnozować, dlatego zbieramy szczegółowe informacje o potrzebach każdej z rodzin. Następnie sporządzamy dokładną listę konkretnych potrzeb, a zebrane informacje umieszczamy w internetowej, anonimowej bazie danych. W oparciu o tę bazę szukamy osób, które chciałyby podzielić się tym, co mają i zrobić dla kogoś paczkę na święta. Rodziny, grupy przyjaciół, uczniowie w szkołach czy pracownicy w firmach wspólnie przygotowują paczki świąteczne dla najbiedniejszych rodzin w całej Polsce. Łączy ich to, że zależy im, aby ci, którym jest bardzo trudno na co dzień mieli lepsze, dostatnie, radosne Święta i poczucie, że ktoś o nich pamięta. Paczki przygotowane przez darczyńców dostarczane są do naszych magazynów. Następnie wolontariusze rozwożą je do potrzebujących.

Świetna sprawa.

Monitor dla papy CoSTy

Droga rodzinko (a może i jakiś sponsor się znajdzie, kto wie :)). No niestety, brak monitora do komputera boli strasznie. Nie ma na czym zdjątek i filmików obrabiać (no i Gutka wcale nie widać na stronie), nie ma jak żyć po prostu. Gromadzę powoli (a właściwie to wcale bo zawsze są jakieś inne wydatki) zasoby na nowy monitorek ale jeśli macie jakieś zbędne eurasy w portfelach drogie moje ciotki, to ja je bez skrupułów przyjmę. Znacie mnie :)

Kliknięcie na powyższy obrazek przeniesie do płatności PayPal, gdzie (jeśli jeszcze nie macie) można sobie konto założyć i wygodnie kasę przelewać.

Żebrzę? Jasne! Wstydzę się? Ani trochę :)

Logowanie

Cytat

Im więcej dany kraj produkuje broni, tym mniej bezpieczny się staje – ten, kto ma broń, stanowi cel ataku. — Albert Einstein

Ostatnie komentarze

Lifestream

  • Choróbsko bierze. Ot było iść w niedzielę z wózkiem na spacer... Deszcz, śnieg, grad, deszcz i znów śnieg. To musiało się tak skończyć :/ [costa_mm]
    7h ago via Twitter
  • Blogowpis: dłuuugaśny wpis o elektronice, której nienawidzę i o tej, którą wielbię. Dla potomności :) http://bit.ly/dCz9pq [costa_mm]
    9h ago via Twitter
  • Uuuups, zaraz na blogu wyląduje dłuuuuugi wpis. A łaziło mnie coś takiego po głowie od pewnego czasu i dziś ciałem się stało :) [costa_mm]
    9h ago via Twitter
  • You can not trust pióro because it wypisuje się when you need it most. A wsadzę ci naboja analnie, ty głupi pisaku. Aż stękniesz... [costa_mm]
    15h ago via Twitter
  • Odpisuję, odpisuję, odpisuję... Korespondencja firmowa zaczyna mi zżerać w cholerę czasu. Widać tak ma być. Deep down into #korpo hole... [costa_mm]
    16h ago via Twitter