lut 4, 2010; wyświetleń: 2 230
Moja nienawiść do Flasha w ogólności a użytego do odtwarzania mediów w szczególności jest wielka. Od czasu zanabycia zaś netbooka – wprost potężna. Nie cierpię tej technologii za skuteczne zabijanie całej tej skromnej ale mimo wszystko wystarczającej do pracy z Lightroomem 3 „mocy” mojego netbooka, który przy próbie odtworzenia głupiego filmiku z YouTube w jakiejś minimalnej jakości po prostu zatyka się na amen. Flash się do streamingu mediów nie nadaje i basta.
W międzyczasie powstały nowe standardy, znacznie chyba sympatyczniejsze i pozwalające na uniezależnienie się od Flasha. Właśnie testuję wordpressową wtyczkę, której zadanie jest jasne i klarowne: podawać wideo HTML5 style. I zdaje się, że to działa. Testowałem wtyczkę na różnych przeglądarkach i zdaje się, że jakichś większych błędów nie ma. Wtyczka nazywa się Degradable HTML5 audio and video Plugin, ma nieskomplikowaną składnię do użycia we wpisie i zadowoli wyznawców zarówno kodeka h.264 jak i Theory. Poniższy trailerek (zresztą całkiem nieźle zapowiadającego się thrillerka z tego co widzę) podawany jest w zależności od przeglądarki albo jako plik m4v, albo jako ogg, albo jako stream via flashowa wtyczka. Rzecz jest i wygląda bardzo podstawowo ale mnie to w zupełności wystarczy. Prosiłbym bardzo o podrzucanie uwag o działaniu/niedziałaniu wtyczki – zbiorę to jakoś do kupy i wyślę autorowi plugina by miał nad czym pracować. A facet działa szybko i błędy poprawia z dnia na dzień, co się ogólnie chwali. No to co, mały seansik?
Powinno zadziałać. Niestety WPtouch jeszcze tego plugina nie obsługuje i strona wyświetlana za pomocą WPtouch na iPhonie pokaże spory obrazek (a bo można sobie posterki jak najbardziej definiować i przed rozpoczęciem odtwarzania powinny robić za wypełnienie miejsca dla filmiku), który nieco wygląd rozwali. Zaraz będę klepał do twórców WPtouch o obsługę tej wtyczki i skalowanie obrazków przez nią podawanych. Nie powinno być chyba jakichś większych problemów z tym ale jeśli ktoś jeszcze requesta podeśle, to może chłopaki szybciej się tym zajmą.
Anyway, potestowałem sobie i szczerze mówiąc podoba mi się to hateemelopięciowe rozwiązanie bardzo. Prosto, jasno i przejrzyście można podać filmik (i dźwięk bo wtyka obsługuje także audio) applofilowi, linuksofilowi i windowsofilowi. Mam nadzieję, że sieć pójdzie w tym kierunku i bezflashowe podawanie wideo tam, gdzie flasha się nie obsługuje lub nie chce, stanie się standardem.
Z góry dzięki za feedback i testy! Jeśli coś nie działa proszę o info o systemie operacyjnym, używanej przeglądarce i jej wersji. To powinno pomóc przy usuwaniu ewentualnych błędów. Szczególnie o wsparcie proszę użytkowników IE – na moim wirtualnym Windowsie IE coś pluje o błędach choć w sumie wszystko działa jak trzeba…
cze 19, 2009; wyświetleń: 1 351
To będzie jeden z tych heroicznych wpisów, w których opisuję swoje niekłamane bohaterstwo, zazwyczaj z bohaterstwem związaną głupotę, którą jednak zniwelowała siła moich mięśni, co w połączeniu ze słowami „WordPress” i „strona internetowa” powinno budzić zdrowe zainteresowanie :).
Ano, dorobiłem się swojego pierwszego w życiu sporego update wersji WordPressa, który – jak niektórzy pewnie doskonale wiedzą i widzą po wyrwanych włosach – potrafi skończyć się wielkim znakiem zapytania i niemym „o co kurwa chodzi???”. Może opiszę kolejno, co robiłem:
- Od kilku dni męczy mnie hasełko „weź no zaktualizuj sobie bloga”. Dziś rano, w okolicy godziny piątej minut dwadzieścia, pada postanowienie: why the hell not?
- Wbijam się via ssh na serwer, zasysam lokalnie paczuszkę z polskim WP i rozkompresowuję. Czytam readme a tam piszą, że trzeba bóg raczy wiedzieć co robić. Prawdziwy facet nie słucha ciotowatych porad w stylu „zrób backup bazy danych”, tym bardziej że nie wie, jak w ogóle miałby coś takiego zrobić. Prawdziwy facet wprowadza w terminalu komendę
cp -r * /home/costa/wordpress/ i patrzy, co z tego wynikło.
- Wynikło tyle, że po próbie zalogowania się do panelu administracyjnego WP wyświetlił komunikat, że bazę chce zaktualizować. A niech se aktualizuje – klikam.
- Wszystko działa, śmiga i jest pięknie.
- A nie, zostały jeszcze wtyczki. wyświetla mi się na czerwono, że mam 13 wtyczek do zaktualizowania. OK, zasysam na serwer pliki, rozkompresowuję i – jak każdy prawdziwy facet – wydaję pańskim gestem komendę
cp -r * /home/costa/wordpress/wp-content/plugins. Copy się zrobiło, ja stronę odświeżam.
- Biało. Nic nie ma. Nawet żadnego sygnału błędu.
- Odświeżam raz jeszcze w złudnej nadziei, że jednak coś się samo zrobi.
- Nie zrobiło się. Kurwa!
- Holmesowska dedukcja zaprowadziła mnie na odpowiedni trop: „CoSTa, skoro po aktualizacji silnika wszystko działało a posypało się po wrzuceniu wtyczek znak to pewnie, że winne są wtyczki!”. Pamiętajcie, to była godzina piąta minut pewnie ze czterdzieści nad ranem. Jak na tę porę muszę przyznać, że mój umysł zadziałał genialnie.
- Wypieprzyłem wszystko z katalogu /wp-content/plugins – od razu zrobiło się przewiewniej a blog wyświetlił topa. Znaczy się, trop był dobry a rosyjska metoda zabicia problemu zamiast się z nim uporania okazała się być znakomitym lekarstwem na blogowe bolączki.
- W panelu administracyjnym pokazało mnie się fafnaście ostrzeżeń, że oto wtyczka jakaśtam została wyłączona bo jej po prostu nie ma. Przez moment miałem ochotę uściskać najpierw monitor, później samego siebie. O to właśnie przecież chodziło.
- Mimo tak wczesnej pory wykazałem się wręcz pierońską przebiegłością i zamiast wypieprzyć zawartość katalogu /wp-content/plugins, wziąłem i toto gdzieś na boczek zgrałem. O mamo, to było genialne bo stykało tylko to wszystko wgrać na powrót do odpowiedniego katalogu i oto pokazały mnie się wszystkie wtyczki, z tym że wyłączone.
- Pozostało mi już tylko włączyć co trzeba, co też uczyniłem. Wtyczki w wersji zupgrejdowanej ruszyły. Generalnie wszystko ruszyło chyba jak trzeba.
Wniosek
Zdechł Ci WordPress po aktualizacji? Czego beczysz? Zrób tak, jak robili to już najstarsi Rosjanie – wyjdź i wejdź jeszcze raz. Na pewno ruszy. Czasem tylko trzeba kolbą załomotać.
Ufff, przez moment miałem jednak chwilę zwątpienia :)
mar 19, 2009; wyświetleń: 1 172
No i pokazała się wreszcie długo wyczekiwana, nowa wersja WordPressa. Co, rzucili się do przeglądarek dysząc ciężko z chęci zainstalowania nowości na blogach? Sorry, nie o tego WordPressa chodzi :).
Aplikacja WordPress na iPhone doczekała się nareszcie aktualizacji. Od wypuszczenia wersji 1.0 nieco czasu już minęło a funkcji do wprowadzenia było sporo. No i faktycznie kilka ich wprowadzono.
-
-
WordPress – ekran początkowy
-
-
WordPress – nowości…
-
-
WordPress – ostatnie wpisy
-
-
WordPress – strony statyczne
-
-
WordPress – komentarze
Przede wszystkim całość śmiga zauważalnie szybciej. Edycja nawet całkiem długiego tekstu nie jest żadnym problemem (prócz zafajdanego braku podstawowych opcji edycyjnych – dzięki Apple!) i nie powoduje lagów przy na przykład przewijaniu okna z tekstem, co potrafiło się sporadycznie przytrafić. Póki co takich problemów nie zauważyłem. Także stabilność aplikacji znacznie wzrosła za co dzięki i chwała deweloperom – we wcześniejszej wersji aplikacja potrafiła się wywalić, na szczęście nigdy w trakcie edycji.
Z nowości – pojawiła się możliwość dodawania nowych i edycji już istniejących stron statycznych co mnie się jak diabli podoba bo przydatne draństwo bywa czasami. Kolejna nowość to możliwość edycji komentarzy z oznaczaniem spamu włącznie. Naaaajs!
Niestety dodawanie fotek nadal jest dosyć upierdliwe i przy większej ich ilości (ot chociażby zamieszczone tu screeny) klikanie „plus” – fotka – „plus” -fotka może być upierdliwe. Co z możliwością po prostu zaznaczenia kilku i ognia? Działa to całkiem przyzwoicie w takiej chociażby aplikacji jak PhotoUpLink i warto by było takie rozwiązanie, nawet jeśli nie najlepsze z możliwych, skopiować.
Niestety to wciąż narzędzie do najprostszej edycji wpisów. Ciągle brak możliwości jakiegoś łatwego wprowadzania tagów HTML, nie ma czegoś na kształt RichTextu (choć to pewnie bardziej problem iPhone niż chłopaków od WP), wklejanie fotek do wpisu nie ma większego sensu – dołączyć fotki się da, wysłać na serwer też ale co dalej? Ręcznie wklepywać linki? Bez copy-paste to beznadziejne przedsięwzięcie a nawet gdyby copy-paste istniało, to nadal jest to sposób toporny jak humor Cymańskiego.
Tak więc nowości nieco się pojawiło ale jakichś drastycznych zmian raczej się nie spodziewajcie. Anyway, samo istnienie tego progami przekonało mnie do przeskoczenia z Serendipity na WordPressa więc za bardzo nie ma co narzekać. Jest to program użyteczny jak cholera, darmowy i dla wordpressowego blogera po prostu obowiązkowy.