CoSTa's Family Page

Icon

Nas dwóch, one dwie plus cała reszta gangu zwanego Rodziną. Nasze przypadki, wypadki i odpadki. Nasze historie małe i wielkie. Nasze życie sote. Batteries not included.

Medal of Honor

To był gorący tydzień. Roboty po uszy, brak czasu na cokolwiek związanego z luźnym przepieprzaniem życia na przyjemnościach i błahostkach takich na ten przykład jak ten blogasek. Robota ostatnio coraz bardziej ode mnie czegoś chce i coraz więcej wymaga a ja nie wiem, czy to na wiosnę taki do końca dobry pomysł.

Jak by nie było, czasem odpalę jeszcze jakieś RSSy, od czasu do czasu uruchomię konsolę i sprawdzę, co tam w szerokim świecie gier wideo słychać. A słychać, że tegoroczne E3 zasypie nas solidnymi tytułami FPS, z czego bardzo się cieszę. Czekam jednak z niecierpliwością szczególnie właśnie na Medal of Honor bo… stęskniłem się za tą marką, która budzi we mnie same przyjemne skojarzenia. A do tego zapowiada się porządna, wypełniona akcją rozgrywka solo, czego w COD4MW jakoś nie doświadczyłem zanadto. COD jest świetne ale zdecydowanie dla singla za krótkie. Multi jest fajne ale ja jestem oldschoolowiec, który prócz strzelania do wszystkiego co się rusza, czasem lubi też mieć jakiś związany z tym motyw. Kiedyś nazywało się to „fabuła” i mam nadzieję, że nowa odsłona MoH dostarczy prócz strzelania (które wygląda doskonale) także nieco treści je wypełniające.

Jak by nie było – zapowiada się bardzo pracowita jesień :)

id='single2' name='single2' src='http://dl.dropbox.com/u/1944692/Mediaplayer/player.swf' width='410' height='230' bgcolor='undefined' allowscriptaccess='always' allowfullscreen='true' wmode='transparent' flashvars='description=Medal of Honour - Trailer&file=http://dl.dropbox.com/u/1944692/Trailery-gry/2010.05.29-Medal_of_Honor-Trailer-iPhone.m4v&image=http://dl.dropbox.com/u/1944692/Trailery-gry/2010.05.29-Medal_of_Honor-Trailer-poster.jpg&title=Medal of Honour - Trailer&controlbar=over'
/>

Pobierz/obejrzyj film (m4v; 5,5mb)

WordPress + HTML5 wideo

Moja nienawiść do Flasha w ogólności a użytego do odtwarzania mediów w szczególności jest wielka. Od czasu zanabycia zaś netbooka – wprost potężna. Nie cierpię tej technologii za skuteczne zabijanie całej tej skromnej ale mimo wszystko wystarczającej do pracy z Lightroomem 3 „mocy” mojego netbooka, który przy próbie odtworzenia głupiego filmiku z YouTube w jakiejś minimalnej jakości po prostu zatyka się na amen. Flash się do streamingu mediów nie nadaje i basta.

W międzyczasie powstały nowe standardy, znacznie chyba sympatyczniejsze i pozwalające na uniezależnienie się od Flasha. Właśnie testuję wordpressową wtyczkę, której zadanie jest jasne i klarowne: podawać wideo HTML5 style. I zdaje się, że to działa. Testowałem wtyczkę na różnych przeglądarkach i zdaje się, że jakichś większych błędów nie ma. Wtyczka nazywa się Degradable HTML5 audio and video Plugin, ma nieskomplikowaną składnię do użycia we wpisie i zadowoli wyznawców zarówno kodeka h.264 jak i Theory. Poniższy trailerek (zresztą całkiem nieźle zapowiadającego się thrillerka z tego co widzę) podawany jest w zależności od przeglądarki albo jako plik m4v, albo jako ogg, albo jako stream via flashowa wtyczka. Rzecz jest i wygląda bardzo podstawowo ale mnie to w zupełności wystarczy. Prosiłbym bardzo o podrzucanie uwag o działaniu/niedziałaniu wtyczki – zbiorę to jakoś do kupy i wyślę autorowi plugina by miał nad czym pracować. A facet działa szybko i błędy poprawia z dnia na dzień, co się ogólnie chwali. No to co, mały seansik?

Powinno zadziałać. Niestety WPtouch jeszcze tego plugina nie obsługuje i strona wyświetlana za pomocą WPtouch na iPhonie pokaże spory obrazek (a bo można sobie posterki jak najbardziej definiować i przed rozpoczęciem odtwarzania powinny robić za wypełnienie miejsca dla filmiku), który nieco wygląd rozwali. Zaraz będę klepał do twórców WPtouch o obsługę tej wtyczki i skalowanie obrazków przez nią podawanych. Nie powinno być chyba jakichś większych problemów z tym ale jeśli ktoś jeszcze requesta podeśle, to może chłopaki szybciej się tym zajmą.

Anyway, potestowałem sobie i szczerze mówiąc podoba mi się to hateemelopięciowe rozwiązanie bardzo. Prosto, jasno i przejrzyście można podać filmik (i dźwięk bo wtyka obsługuje także audio) applofilowi, linuksofilowi i windowsofilowi. Mam nadzieję, że sieć pójdzie w tym kierunku i bezflashowe podawanie wideo tam, gdzie flasha się nie obsługuje lub nie chce, stanie się standardem.

Z góry dzięki za feedback i testy! Jeśli coś nie działa proszę o info o systemie operacyjnym, używanej przeglądarce i jej wersji. To powinno pomóc przy usuwaniu ewentualnych błędów. Szczególnie o wsparcie proszę użytkowników IE – na moim wirtualnym Windowsie IE coś pluje o błędach choć w sumie wszystko działa jak trzeba…

Dystrykt 9 (Discrict 9)

Nareszcie. Nareszcie film dla miłośników Sci-Fi rozumianego jako fantastyka naukowa a nie space opera czy coś w ten deseń. Film z założenia poważny, mówiący o ważnych rzeczach, z przesłaniem i w ogóle tym wszystkim, czego oczekuje się od kina przez duże K.

Nie będę wchodził w opis fabuły bo ten możecie znaleźć na dowolnym portalu filmowym. Nie będę też pisał o tym, jaką to ładną paralelę scenarzyści sobie obmyślili, by pokazać naszą, ziemską, apartheidową rzeczywistość sprzed całkiem przecież niewielu lat. Nie będę też pisał o tym, że film zrobiono stosunkowo niewielkimi środkami i osiągnięto zdumiewająco dobry rezultat. To wszystko już napisano nie raz. Zamierzam napisać o tym, co w tym filmie mnie boli najbardziej i dlaczego nie otrzymał mojej maksymalnej oceny.

Pobierz / obejrzyj film (m4v; 15,5mb)

Film dzieli się na dwie części: paradokumentalną i fabularną. Zaczyna się paradokumentem, który wprowadza z wolna w fabułę tłumacząc mniej więcej kiedy na Ziemi pojawili się obcy i jak przez ostatnie 28 lat układały się nasze z nimi stosunki. Na chłodno, w tonie telewizyjnego reportażu, wysłuchujemy mądrych głów, oglądamy przeprowadzane na ulicach sondy, widzimy znaki różnicujące gatunki jako żywo wyjęte z apartheidowej (i amerykańskiej do całkiem niedawna) rzeczywistości. I te fragmenty filmu są po prostu ŚWIETNE! Ogląda się to z zapartym tchem, przed oczami staje zupełnie inna rzeczywistość (czy jednak aby nam nieznana?), w której wsadzeni do getta obcy wywierają ogromny wpływ na społeczność ludzką, zresztą z wzajemnością. Widzimy rozkwit nielegalnego handlu, czarnego rynku, przestępczości, prostytucji i totalnego żerowania na obcych. Widzimy jak bardzo odhumanizowani sami się stajemy, jak bardzo ksenofobiczni, jak niewiele potrzeba, by ludzie zmienili się powoli w potwory. A podane jest to ujęciami z ręki, ze wspomnianą chłodną narracją i niesamowitym wrażeniem, że samemu uczestniczy się w likwidacji obcego getta (serio, te sceny są doskonałe właśnie dlatego, że aż za dobrze nam znane – widzimy to prawie co dnia w wiadomościach i relacjach z krajów ogarniętych różnymi kryzysami).

Do czasu jednak. W pewnym momencie paradokumentalna narracja się urywa i wchodzą wątki fabularne – interakcje między bohaterami, dialogi i cała ta fabularna reszta. I niestety tu magia filmu się kończy. Fabularyzowane elementy, sceny i kwestie są po prostu średnie, pozbawione tego ładunku emocjonalnego, jaki przekazano za pomocą – paradoksalnie – „dokumentalnych” ujęć. Jasne, to nadal jest niezły film ale to przejście z „dokumentu” w „historię bohatera” jest zbyt widoczne, zbyt wiele dzieli te dwa sposoby narracji.

Film dosyć łopatologicznie definiuje „tych złych” i „tych dobrych”. Za dużo tu pod tym względem uproszczeń, co niestety razi. Według scenarzystów ludzie są z definicji podli i napędzani zyskiem ale ja się z takim uproszczeniem nie godzę. Ludzie (przynajmniej niektórzy) to nie tylko dolary i władza. W ogóle zabrakło mi w filmie wątków religijnych, podejścia rasy ludzkiej do spotkania z obcą rasą i dewaluacji znaczenia tego faktu. O ile na początku wspomina się o tych sprawach w dokumentalnej formie, o tyle to właśnie część fabularna powinna być tych wspominków rozwinięciem. Niestety, nie w tę stronę skręcił scenariusz. Ogólnie – im bliżej końca filmu, tym częściej ma się wrażenie, że ktoś chyba zmienił adresata i końcówkę wymierzył w przeciętnego kinowego pożeracza popcornu. W filmie, który zapowiada się od początku na kino przez duże K jest to imo zgrzyt ogromny i zupełnie niepotrzebny, który zostawia niemiły posmak.

Czy więc jest źle? Ani przez chwilę. To dobry, solidny film SF, który momentami wchodzi na wyżyny kina fantastycznonaukowego. Problem w tym, że tylko momentami a w końcówce skręca w przejmujące, nie powiem ale jednak kino akcji. Po co? Dalibóg, nie mam pojęcia. Chyba właśnie po to, by pożeracz popcornu nie klął po seansie zbyt głośno.

Ocena w skali 1-10: 7

Monitor dla papy CoSTy

Droga rodzinko (a może i jakiś sponsor się znajdzie, kto wie :)). No niestety, brak monitora do komputera boli strasznie. Nie ma na czym zdjątek i filmików obrabiać (no i Gutka wcale nie widać na stronie), nie ma jak żyć po prostu. Gromadzę powoli (a właściwie to wcale bo zawsze są jakieś inne wydatki) zasoby na nowy monitorek ale jeśli macie jakieś zbędne eurasy w portfelach drogie moje ciotki, to ja je bez skrupułów przyjmę. Znacie mnie :)

Kliknięcie na powyższy obrazek przeniesie do płatności PayPal, gdzie (jeśli jeszcze nie macie) można sobie konto założyć i wygodnie kasę przelewać.

Żebrzę? Jasne! Wstydzę się? Ani trochę :)

Logowanie

Ostatnie komentarze

Lifestream