CoSTa's Family Page

Icon

Nas dwóch, one dwie plus cała reszta gangu zwanego Rodziną. Nasze przypadki, wypadki i odpadki. Nasze historie małe i wielkie. Nasze życie sote. Batteries not included.

Autobusowe jazdy i WordPress

Przesiadka na WordPressa to spory skok w jakości blogowania (nie wpisów – te jak były do dupy, takie pozostały i raczej niewiele się tu zmieni ;)). WordPress dostarcza wielu narzędzi, bez których Serendipity było po prostu ubogie i niefunkcjonalne. Przede wszystkim mój główny powód zachwytów – mobilny klient WP dla iPhone.

To właśnie dzięki temu programowi piszę ten wpis i właśnie dzięki niemu szybko i sprawnie wpis zostanie opublikowany. Wygodne to jak jasna cholera, szczególnie gdy do pracy dojeżdża się godzinę z okładem a w gazetach tylko egzekucję, śmierć, kryzys i zniszczenie (z całym szacunkiem dla zamordowanego Polaka ale w końcu człowiek przeczytałby coś pozytywnego i inspirującego z rana).

Mobilny klient w działaniu wygląda mniej więcej tak:

WordPress - edycja wpisu

WordPress - edycja wpisu

Właśnie dzieje się pracowity proces wklepywania tego wpisu i całkiem wygodna jego edycja (choć zwyczajowo faki lecą do Apple za brak copy-paste i praktyczną niemożliwość przekopiowania chociażby linka – wal się Apple za to gówniane niedopracowanie swojego urządzonka!).

Wpis oczywiście można otagować i przypisać do kategorii. O właśnie tak:

WordPress - tagowanie i przypisanie do kategorii

WordPress - tagowanie i przypisanie do kategorii

Tap, tap na odpowiednim polu i gotowe. Oczywiście lista kategorii pobierana jest z bloga przy odświeżaniu listy wpisów. Klient pozwala też na pobieranie i edycję wpisów już na blogu umieszczonych (czyli generalnie na większość tego, na co zezwala protokół XML-RPC). A to już daje jakieś możliwości, jest wygodne i oferuje wszelkie wygody pracy offline. Jako że mam iPoda a nie iPhone, to mój jedyny sensowny sposób na wygodne mobile blogowanie.

Gdybym z jakichś powodów jednak nie chciał używać klienta iPhonowego, zawsze jeszcze mogę wysłać maila. To czynność, która w Serendipity wymagała instalacji wtyczki, kombinacji z cronem i ogólnie najlepiej posiadania shella na maszynie, na której silnik biega. Próbowałem to raz skonfigurować. Eloy mi świadkiem, że próbowałem. Ale to nie jest zadanie dla średnio rozgarniętego trzydziestolatka. W WP mam to out of the box i w dodatku działające jak trzeba.

O takich udogodnieniach jak temaciki dla urządzeń mobilnych nawet nie ma co wspominać. To, co w uniwersum WP jest normą, w świecie Serendipity nie istnieje. A dorzucając ponoć średnio działające z Serendipity (i w większości płatne) inne programy obsługujące XML-RPC na iPhone, okazuje się, że za bardzo nie ma jak mobilnie sobie poblogować.

Ot jeden z wielu kamyczków, które wrzucam do ogródka WordPressa Serendipity zamiast do ogródka Serendipity WordPressa. Powolutku zaczynam odkrywać, że tych kamyczków całkiem spory kopczyk się uzbierał… (EDIT: ot zachciało mi się poszpanować powiedzonkiem i wyszedłem na idiotę – bywa a i był czas się przyzwyczaić. Dzięki miner!)

Czyżby przesiadka w komplecie?

Notka krótka i bardziej dla sprawdzenia, czy aby wszystko chodzi jak trzeba. Niesamowity Ender wziął i mi wszystkie wpisy oraz komentarze z Serendipity do WordPressa przewalił. Nie mam pojęcia jakim cudem ale to chyba działa… nawet się wzięło i w komentarzach wątkowanie zachowało. Zmęcze go o przepis na udane przewalenie danych – być może komuś jeszcze się to przyda.

Sorry – to szybki, testowy wpis więc więcej się nie poprodukuję. No ale za to nasze Archiwa wyglądają zacnie :). Teraz „tylko” edycja tego całego bałaganu, wywalenie zbędnych staroci, aktualizacja linków, naprawa popsutych/znikniętych obrazków, reupload w sensownej postaci różnych filmików… Jeszcze jakiś miesiąc takiego grzebania w wolnych chwilach i przesiadka powinna być zakończona.

Dzięki Ender!

Po przesiadce

Stało się, wsiąkłem, przelazłem na jasną stronę mocy i używam jako silnika tego, czego używają prawie wszyscy. WordPress to jednak potęga jest i basta ale zarazem i ofiara nadmiaru – kompletnie się pogubiłem w gąszczu wtyczek, szablonów, dokumentacji i takich tam innych. Nadmiar informacji wręcz przytłacza i onieśmiela. Z Serendipity było zupełnie inaczej – to był i jest naprawdę nieskomplikowany silnik, dobrze pomyślany, napisany na tyle prosto, że nawet ja – totalne antytalencie koderskie – mogłem se tam jakieś swoje rzeczy „pokodować”. Szablonów było kilka na krzyż i chcąc nie chcąc po prostu musiałem na dzień dobry zrobić coś swojego i mnie pasującego. Do tego dochodziło wsparcie w postaci niesamowicie uczynnego, pomocnego i diablo szybkiego Garvina, który dwoił się i troił, by ludzie zadowoleni byli z używania jego silnika. Plusik też spory się należy silnikowi za bycie undergroundem i przymuszanie do rozwijania skilli CSSowych :).

No ale to mniej więcej tyle w temacie plusów. Sam kod silnika wedle Endera jest co najwyżej taki sobie, pieprzenia się z dopasowaniem tego wszystkiego do swoich upodobań jest sporo a standardy Serendipity może i przestrzega ale czasami z dużymi problemami. Stąd i decyzja, by przeskoczyć wreszcie na platformę, która jest de facto standardem w sportach blogowych. Skoczyłem i nie powiem – całkiem mi się podoba.

WordPress ma jednak kilka problemów, które tu sobie zauważam. Siadłem do spolszczenia szablonu i nieco mnie się mina wyciągnęła, gdy okazało się, że praktycznie nie ma co mówić o lokalizacji. Nie wiem, czy to cecha tylko tego szablonu czy też po prostu silnik nie przewiduje możliwości lokalizacji treści. W Serendipity jest to zrobione elegancko, jasno i przejrzyście a możliwość lokalizowania to jeden z warunków podstawowych dla szablonu, by w ogóle pojawił się w ichnich repozytoriach. Wszelkie szablonowe treści trzymane są w plikach językowych w konkretnych zmiennych a efekt jest taki, że w zależności od ustawień językowych bloga szablon wyświetla wartość zmiennej zależną od ustawień języka. Proste? Ba! A działa aż miło patrzeć. Podobna operacja jest jak najbardziej do zrobienia w WordPressie ale jakoś nie widziałem w żadnym ze ściągniętych szablonów opcji lokalizacyjnych czy plików językowych.

Podobnie ma się w Serendipity sprawa z lokalizacją wtyczek. WordPress straszyć jeszcze będzie przez jakiś czas językiem angielskim – dopóki nie siądę i nie potłumaczę. Problem w tym, że jak widzę wtyczki są dosyć często uaktualniane i na samą myśl, że przy każdej aktualizacji będę musiał tłumaczenia wklepywać jeszcze raz, odechciewa mnie się roboty. No chyba że jest jakiś sposób na to, z chęcią go poznam.

Poza tym póki co większych problemów nie widzę. Zachwycony jestem możliwością bezbolesnego postowania via XML-RPC co implikuje kolejną zmianę – nie jest mi potrzebny już dłużej osobny blog dla „mobilnych” wpisów. Powstał on w określonym celu ale właśnie warunki się zmieniły i mogę sobie pisać na blogu wprost z iPoda w wygodnej, natywnej aplikacji. W związku ze związkiem moblog zostaje zawieszony (i tak był eksperymentem) a wszystkie siły skupiam na swojej głównej stronce. Czekam na iPhone i dopiero wtedy się zacznie mobilne blogowanie z prawdziwego zdarzenia :).

Jedno w WordPressie mnie rozwala dokumentnie – jako że to standard silnika blogowego, wszystko, co zostało dla blogerów stworzone i co ma im jakoś blogowanie uatrakcyjnić, jest przeznaczone głównie dla WordPressa właśnie. Nawet nie wiecie ile frustracji wzbudza w człowieku widok gotowych do zamieszczenia na stronie narzędzi, które nie są przeznaczone dla twojego silnika. Szlag trafia, ot co. Olać tam zresztą narzędzia – wizualny edytor wpisów zamieszczony w WP bije na głowę to, co wsadzono do Serendipity. Co prawda nie wiem jak wygląda sprawa w wersji 1.4 silnika ale to, co miałem w ostatniej wersji stabilnej produkowało tak koszmarną sieczkę, że zupełnie wyłączyłem edycję za pomocą wizualnego edytora. Nie wiem czego używa WP ale jest to fajne a podgląd HTML efektów działania edytora tylko za każdym razem mi to potwierdza.

OK, co w najbliższym czasie? Planuję:

  • Przenieść wszystkie podcasty do nowego feeda serwowanego przez WP. Chyba że znajdę jakiś sposób na dołączenie starego feeda do nowego. Póki co nie wiem nawet jak miałbym się za to zabrać.
  • Stworzyć kilka stron statycznych z np. spisem wszystkich tagów, kategorii i takich tam innych. Liczę tu na pomoc Bycik, masz to zrobione u siebie bardzo fajnie :).
  • Zrobić jakiś sensowny blogroll, najchętniej w formie osobno wyświetlanej strony, tak by nie robić ze strony głównej choinki pełnej buttonów, linków i czego tam jeszcze. Linki to imo istotna sprawa w blogowym światku i nie raz korzystałem z Waszych blogrolli odkrywając całkiem przyjemne rzeczy.
  • Ostro popracować nad szablonem i nieco go uatrakcyjnić. Jakieś drobne graficzne wstawki by się przydały, trochę trza by pogrzebać w stylach by nieco dopasować do swoich upodobań chociażby cytowania i wyświetlanie obrazków.

Zapowiada się pracowity styczeń! Ale akurat taka robota mi nie przeszkadza.

Monitor dla papy CoSTy

Droga rodzinko (a może i jakiś sponsor się znajdzie, kto wie :)). No niestety, brak monitora do komputera boli strasznie. Nie ma na czym zdjątek i filmików obrabiać (no i Gutka wcale nie widać na stronie), nie ma jak żyć po prostu. Gromadzę powoli (a właściwie to wcale bo zawsze są jakieś inne wydatki) zasoby na nowy monitorek ale jeśli macie jakieś zbędne eurasy w portfelach drogie moje ciotki, to ja je bez skrupułów przyjmę. Znacie mnie :)

Kliknięcie na powyższy obrazek przeniesie do płatności PayPal, gdzie (jeśli jeszcze nie macie) można sobie konto założyć i wygodnie kasę przelewać.

Żebrzę? Jasne! Wstydzę się? Ani trochę :)

Logowanie

Ostatnie komentarze

Lifestream