CoSTa's Family Page

Icon

Nas dwóch, one dwie plus cała reszta gangu zwanego Rodziną. Nasze przypadki, wypadki i odpadki. Nasze historie małe i wielkie. Nasze życie sote. Batteries not included.

27 lutego, jak co roku…

I znów o rok starszy...

Blog umarł aka pierwsze da Majkas RPG ever

Masakra. Tak jednym słowem mógłbym opisać to, co dzieje się w naszej rodzinie ostatnio. Mnóstwo zmian, kompletny brak czasu na cokolwiek, permanentne zmęczenie i niewyspanie… W sumie jest normalnie i nie dzieje się nic, czego nie można by się było spodziewać w rodzinie z dwójką dzieciaków, z czego jedno jest chorowite a drugie dziewięciokilowym noworodkiem, niemniej zwala się na nasz łeb coraz więcej a za sprawą naszych robót zarobkowych – będzie tego jeszcze więcej. Potrzebujemy das Urlaub (coś jeszcze z lekcji niemieckiego pamiętam :)) pronto! Najchętniej od dzieciaków…

OK, ale co tak właściwie się wyczynia? Z big newsów – Doropha zmienia pracę. Pracowała dotychczas w czymś, co nazywa się TUW Tuz i którą to pracę bardzo sobie chwaliła za sprawą swojej przełożonej, która po prostu boską kobietą jest i basta. No nie może być inaczej, gdy ma się kierownika lubiącego pomykać w glanach i wielbiącego szitowe horrory z lat 80-tych. To po prostu musi być dobry człowiek i taka właśnie jest Danka. Każdemu życzę takiego szefa, serio. Ale do garnka coś też trzeba włożyć i na propozycję z Warty Doropha z wielkimi oporami ale jednak odpowiedziała pozytywnie. Dorcia poniekąd wraca na stare śmieci gdyż w Warcie już robiła, niemniej i pieniądze inne będą, i stanowisko znacznie fajniejsze a i doświadczenie łapane w dużych firmach mocno procentować będzie w przyszłości. Tak czy inaczej oznacza to dla Doroty totalną wywrotkę i ostre wejście w pracę zaraz po ukończeniu macierzyńskiego. Ma w związku z tym dziewczyna stres potężny i jako matka po prostu zamartwia się, jak sobie dzieciaki bez niej poradzą. Jakoś sobie poradzić muszą…

Da Majek po skończeniu się mrozów przypomniał sobie, że ma alergię na wszelkie grzybowe gówno latające w powietrzu i zaczyna fundować nam stały zestaw swoich dolegliwości – ostatnio był to ból ucha i bóle wzrostowe. Efekt jest taki, że młoda w nocy śpi mocno w kratkę i dobija wydajność Doroty przez skracanie jej snu do minimum. Dorzuciwszy do tego zaglutanego kinola i zakaszlane gardło mamy już prawie pełen obraz dnia codziennego mojej żony: wycieranie nosów, przewijanie, karmienie, wmuszanie lekarstw i tak w kółko. Jakim cudem moja żona jeszcze nie oszalała – tego nie wiem.

Piszę tak w liczbie mnogiej bo oczywiście Gucio musiał także załapać jakiegoś syfa i najprawdopodobniej nasza mieszanka genowa także u niego objawiła się skłonnościami alergicznymi. Młody rzęzi na potęgę, ciągle coś ma w gardle a każdy rodzić małego dzieciaka wie w tym momencie, że oznacza to rzeźnię dla rodziców. Odkaszlywanie, nieumiejętność wysmarkania się, ściąganie glutów na siłę, podawanie gównianego w smaku antybiotyku… Wieczory to koncert płaczu i skarg młodego. Tyle dobrego, że nasza dwójka jakaś taka grzeczna jest i wesoła mimo chorób, a widok Gucia robiącego masę na potęgę, wciągającego coraz odważniej przeróżne papki (i tak najbardziej kocha ssać kabanosa – sprawdziłem :)) oraz szeroko uśmiechającego się swoim zaślinionym pyskiem i zasmarkanym kinolem jest o prostu rozkoszny. Majka to też kawał świetnej dziewuchy, której jedynym problemem jest rozpierająca ją energia, której ciężko dać ujście zamykając ją w domu ze względu na kolejne choróbska. Eeeech te alergie…

U mnie zaś zmiany może niewielkie prócz tego, że wywalili mi szefa, co skończyło się przejmowaniem coraz większej ilości obowiązków po owym. Skutek jest jasny do przewidzenia – roboty mam po prostu multum, moje ToDosy pęcznieją w jakimś szalonym tempie, zawalam terminy i zajmuję się coraz bardziej wszystkim, tylko nie DTP. Robią ze mnie marketoida i nawet bym się z tego cieszył, bo przecież całe życie człowiek przed komputerem siedzieć nie może a i nie chce (no, przynajmniej ja) i czas już wziąć się za tak zwaną “karierę” ale moment jeszcze nie jest odpowiedni. Dzieciaki za małe, obowiązków rodzinnych za dużo, zmęczenie codzienną rutyną zbyt wielkie. Efekt jest taki, że w swoim czasie pracy próbuję wykonywać obowiązki dwóch osób, oczywiście nie ma mowy o jakichś idących za tym pieniądzach a moja frustracja zaczyna przybierać niebezpieczne formy. Jeszcze trochę czegoś takiego i idę do firmy brata kopać rowy. Bez stresu, płaca niewiele niższa, zdrowie sobie poprawię…

W tym całym zmęczonym galimatiasie brak mi czasu i przede wszystkim chęci na cokolwiek. Wracam z roboty, pomagam umęczonej Dorotce jak mogę i potrafię, na wysokości godziny 21-szej zaczynam mieć wolne i jedyne, o czym wtedy marzę, to po prostu zwalić się do wyra, przykryć głowę poduszką i dotrwać tak do rana. Jakim cudem Dorota to wytrzymuje – nie wiem. Moja recepta to odmóżdżenie. Włączenie konsoli i zabicie gazyliona przeciwników nieco pomaga. Myślenie precz, jakiekolwiek myśli precz, świadomość zmęczenia precz… Tak, do tego konsola się nadaje znakomicie. Ale jak widać po blogu wszelkie działania twórcze po prostu zostały zanihilowane. Nie ma takiej opcji, bym po pracy i tej niewielkiej dozie domowych obowiązków coś jeszcze z siebie wykrzesał. Szczególnie zaś w weekendy, kiedy dzieciaki umęczają na maksa. To po prostu niewykonalne…

Ale czasem zdarza się wieczorkiem coś miłego i tak też było i wczoraj. Wczoraj da Majek rozegrał bowiem swoją pierwszą sesję RPG ever! Jako młoda elfa (tak to się bowiem ponoć odmienia) spotkała się po raz pierwszy z prawdziwą magią, którą sama tworzyła. Zaangażowanie małej było chyba ogromne bo aż wypieków dostała i skakała po “sesji” jak nakręcona. Mistrzunio gry (czyli ja) chyba spisał się dobrze bo wkręcił małej kilka fajnych klimatów, z dwa razy pozostawił ją speechless a malownicze opisy magii budzącej się w elfie i przepływającej przez palce oraz całe ciało spowodowały szeroki uśmiech i jeszcze szersze oczy u grającej. Znaczy się solówka chyba się udała a da Majek nie może doczekać się następnej sesji. Cholera, to lepsze niż opowiadanie bajek na dobranoc ale efekt cokolwiek inny toto daje – tak rozemocjonowanej i pobudzonej to jej dawno nie widziałem :). No nic, zobaczymy jak sytuacja się rozwinie i czy Doropha w roli NPCa się sprawdzi. Oczywiście chyba nie muszę dodawać, że Gutek jest solidnym krasnoludem :)

I tak sobie ostatnio wiedziemy nasze życie. Nie odbieramy maili bo zwyczajnie nie mamy na to czasu ni chęci, za sprawą chorób nie wychodzimy i nie udzielamy się towarzysko (ot spacerki tylko), nie piszemy na blogu, nie dzwonimy, nie, nie, nie… Mógłbym tak długo. To się pewnie kiedyś skończy. Pewnie. Kiedyś…

Prezenty przyjechały! :)

Whoa! Dostaliśmy dziś prezenty! Nie ma to jak podchoinkowa niespodzianka w styczniu :)

Ale zacznijmy od początku. Od jakiegoś czasu utarła się w naszej rodzinie tradycja, zgodnie z którą tych, którzy nie mogli przybyć na wspólną wigilię i odebrać swojego przydziału giftów, należy obdarować zdalnie za pomocą sutej paczki. Zgodnie z ową tradycją rodzinka brata mego Brzozy dostała nieco po Świętach skromne conieco od nas a dziś… Dziś w końcu dotarła do nas paczka od Brzozików. Taaak, to jedna z najdłużej podróżujących paczek wszechczasów zważywszy na to, że wysłana została przed Świętami :)

Co też takiego Brzoziki nam przysłały? Ha! Te stwory mają jednak łeb na karku! Mister Gucio otrzymał furę ciuchów, wypasioną grzechotkę z alufelgami, szyberdachem i miejscem na zimny łokieć. Wszystko to praktyczne i solidnie rzeczowe. Ale najbardziej chyba rozbroił nas prezent dla da Majka. Otóż da Majek dostał książkę (wydrukowaną i oprawioną jak trzeba), której pierwsze zdanie brzmi: “Dawno, dawno temu w stolicy pewnego królestwa Poznań, żył król ze swoją piękną córką, księżniczką Mają, którą sam wychowywał”. YYYYES! Dokładnie – da Majek ma książeczkę ze sobą w roli głównej, w której z resztą występuje też z tego co zauważyłem i Gucio jako młody książę. How cool is that? :)

Dropha dostała cudnej urody szal, którym owija sobie to i owo (a ma co owijać) a niżej podpisany dostał coś, o czym myślał już od dawna i dawno już chciał sobie kupić ale jakoś nigdy nie było mu po drodze. Dostałem ultrawyczesane i pięknie chińskie urządzenie będące lodówką. Małą, mieszczącą akurat puszeczkę piwa, śmigającą na USB – lodóweczką. Oszalałem jednak odkrywając drugi tryb działania urządzonka, w którym stanowi ono podgrzewacz i w końcu ziści się moje marzenie o ciepłej, niestygnącej kawie w biurze :). Brzoza! Trafiłeś w dziesiątkę!

Dla całej rodziny przeznaczony jest kolejny prezent – mata do tańczenia wraz z adekwatną gierką na PS2. Mój niezbyt rozgarnięty brat kupił matę śmigającą pod PS3 i nie dającą znaku życia pod PS2 ale nic to – czuję teraz mus zakupu maty pod PS2 śmigającej a najlepiej dwóch, by Majka miała z kim brykać. Mamy przechlapane… Doropha zapowiada likwidację tkanki tłuszczowej (a jest co likwidować :)), ja zapowiadam uważne przyglądanie się z boku i pogrywanie po kryjomu by mi skaczącego brzucha nie było widać a da Majek zapowiada najazd koleżanek i zbiorową orgię tańców. Jako się rzekło – mamy przechlapane.

A więc nasz choinkowy loot powiódł się w tym roku znakomicie. Dzięki brat! Kupę radochy dziś nam Twoja rodzinka sprezentowała…

Tym razem wygram!

Tym razem wygram ten cholerny konkurs na Bloga Roku 2009! W tym roku mam sposób: przekupuję. Zagłosuj a coś na pewno dostaniesz :)

LOOL, wielbię takie akcje!

Monitor dla papy CoSTy

Droga rodzinko (a może i jakiś sponsor się znajdzie, kto wie :)). No niestety, brak monitora do komputera boli strasznie. Nie ma na czym zdjątek i filmików obrabiać (no i Gutka wcale nie widać na stronie), nie ma jak żyć po prostu. Gromadzę powoli (a właściwie to wcale bo zawsze są jakieś inne wydatki) zasoby na nowy monitorek ale jeśli macie jakieś zbędne eurasy w portfelach drogie moje ciotki, to ja je bez skrupułów przyjmę. Znacie mnie :)

Kliknięcie na powyższy obrazek przeniesie do płatności PayPal, gdzie (jeśli jeszcze nie macie) można sobie konto założyć i wygodnie kasę przelewać.

Żebrzę? Jasne! Wstydzę się? Ani trochę :)

Logowanie

Cytat

Pan Bóg nie gra w kości! — Albert Einstein

Ostatnie komentarze

    mam Wula
    do wpisu Wyjazdy i rozjazdy
    O ciotka Christina ! Witam na blogu mogego syna.wbrew Twoim twierdzeniom w miarę często biegam po necie ale głównie po...

    btd
    do wpisu Wyjazdy i rozjazdy
    Costa, pewnie frustrat siedzi na bezrobotnym i jedynie co potrafi to japac sie nawet nie podpisujac swoich wypocin. Heh...

    xristina
    do wpisu Wyjazdy i rozjazdy
    Masz racje Costas. Mama-Wula nie zwiedza pewnie dosyc czesto net i dlatego pewnie nie jest przyzwyczajona do naprawde...

    CoSTa
    do wpisu Wyjazdy i rozjazdy
    Mało mamcia zwiedzasz netu to wiesz, że wymiana zdań pomiędzy moim_zdaniem a mną należała do spokojnych i wyważonych :). Na...

    mam Wula
    do wpisu Wyjazdy i rozjazdy
    O kurczę ! Ale zaiskrzyło ! Panowie trochę mniej ostro i z odrobiną tolerancji.Odebrałam powyższy dialog jak wzajemne...

Lifestream

  • W drodze na trening #Aikido - padniętym totalnie ale solidny beat na uszach powinien zrobić swoje. [costa_mm]
    2h ago via Twitter
  • Im więcej czytam o Move dla #PS3 tym bardziej mi się to podoba. Daj do tego jakieś gry dla dzieciaków Sony bo nie mam w co z córą pykać... [costa_mm]
    6h ago via Twitter
  • "Dotknij ptaka"... To jeszcze ornitologia czy już pornografia? [costa_mm]
    7h ago via Twitter
  • Hmmm... Odpaliłem Google SketchUp i tak prawdę mówiąc to fajna zabawka to jest. Trzeba nieco helpa poczytać by poznać podstawy i jazda! [costa_mm]
    11h ago via Twitter
  • Dziś wyjazd na browara z kumplami. #Poznań, Brogans, gdzieś kole 17:30 powinienem być na miejscu. Ktoś chętny do stawiania? :) [costa_mm]
    1d ago via Twitter