CoSTa's Family Page

Icon

Nas dwóch, one dwie plus cała reszta gangu zwanego Rodziną. Nasze przypadki, wypadki i odpadki. Nasze historie małe i wielkie. Nasze życie sote. Batteries not included.

Elektronika – moje the best i the worst

Ostatnio dopadła mnie faza na wspominanie sobie różnych urządzeń elektronicznych (mniej lub bardziej), które w życiu “zaliczyłem” i które jakoś w mojej pamięci pozostały. Z elektroniką jest jak ze wszystkim, co ma się nieco dłużej niż bilet autobusowy – gromadzi wspomnienia, przylegają do niej uczucia, obdarza się czasem te elektroniczne zabawki namiastkami osobowości, czasem wyzywa się je od najgorszych, czasem chce się je poklepać po plecach (gdziekolwiek taki na ten przykład składak owe plecy ma)… Jednym słowem – stają się te gadżety elementem życia. Na dobre i na złe.

Powiem Wam teraz o kilku elektronicznych gadżetach i urządzeniach, które najbardziej wbiły mi się w głowę, z którymi wiąże się najwięcej latającej dookoła karmy, które dały mi najwięcej radości tudzież wpędziły mnie w największą frustrację. Po prostu: będzie to moja lista the best of, którą rozpocznę od urządzenia, które przez ładnych kilka lat wpędzało mnie w stany ekstremalne.

Składak PC
Lata całe miałem cudo, w którym wymieniłem dokładnie wszystko prócz płyty głównej. Miałem sprzęt, który dzielnie służył mi do grania, nauki różnych mało przydatnych pierdół, poznawania Linuksa i generalnie oswajania się z tworem, który zwie się Personal Computer. Moje obcowanie z poczciwym składakiem miało swoje wzloty ale przede wszystkim miało upadki. Ciągle było mu czegoś za mało – a to pamięci, a to mocy procka, a to mocy GPU karty graficznej. Pochłonęło to cudo masę pieniędzy zanim zrozumiałem, że granie na PC nie ma większego sensu właśnie ze względu na kasochłonność. Miałem już wtedy swoje kochane PlayStation i naocznie oraz własnoręcznie przekonałem się, jak wygodnym rozwiązaniem jest konsola podpięta do TV. Składak dokonał swego żywota serwując mi problemy z wydalaniem ciepła z coraz to mocniejszych procków i GPU, co powodowało mus dopychania wiatraków w obudowie wręcz już na siłę. Po zamontowaniu czterech czy pięciu rzekłem sobie przekrzykując ich jazgot, że nie tędy droga a ja jestem na takie babranie się po prostu za stary.

Składak dał mi w kość bardzo i mimo wielu wspólnych wzniosłych chwil, klnę na tego drania do dziś bardzo szpetnie. To było jedno z najgorszych urządzeń, które w życiu miałem. Może stąd taki mam wstręt do jednostek centralnych i całej tej pecetowej reszty. Po prostu już mnie to nie bawi, już nie chcę mieć w domu czegoś, z czym muszę się z czasem coraz bardziej bić.


Dell mini 1210

Dell mini 1210

Dell mini 1210

Kupiłem jakiś czas temu tego netbooka z jednym założeniem: miał mi robić za dump fotek na wakacjach i miał służyć do wstępnej ich obróbki. Zasadniczo z zadania wywiązał się nieźle ale problemy z użytkowaniem zaczynają niestety wychodzić. Główny problem: netbook jest przeraźliwie woooolnyyyyy… Od momentu włączenia komputera do zalogowania się mija sporo czasu ale doliczając czas, który jest potrzebny na odpalenie się tych wszystkich łażących w tle pierdół (wyłączałem już co się dało – niewiele pomaga), mija już chęć do odebrania maili czy pobiegania po stronach. Także proces wybudzania drania z uśpienia potrafi trwać pierońsko długo a mnie na to zaczyna już powoli brakować cierpliwości. Ba, nawet po włączeniu, załadowaniu wszystkiego co trzeba i wreszcie czekaniu na akcję użytkownika, komputer nie przestaje być wolny. Flash potrafi przyblokować matoła solidnie, otwarcie jakiegoś programu biurowego wlecze się niemiłosiernie i albo wymienię w tym kompie dysk na coś bardzo szybkiego, albo po prostu dam bratu by miał coś dla praktykantów. Nie wspominam nawet o baterii, która w standardzie trzyma jakieś dwie i pół godzinki maks. Jasne, mogłem sprezentować sobie lepszą ale za tę kasę mogłem kupić sobie normalnego laptopa, co trzeba było uczynić.

Sprzęcik ma swoje dobre strony – fajna matryca z zupełnie nienetbookową rozdzielczością 1280×800, na której pracuje się wygodnie i bez potrzeby ciągłego przewijania zawartości okna, bo za małe jest. W sumie dla tej matrycy Della wziąłem. Poza tym nawet jeśli jest jakoś aktywnie chłodzony, to bieda podzespołów pozwala mu się nie grzać i komputer jest praktycznie niesłyszalny. Klawiatura owszem jest plastikowa ale pisze się na niej całkiem znośnie a so called “gładzik” w użyciu nie sprawia żadnych problemów.

Mimo swoich plusów minusy jednak przeważają i netbooka stawiam tylko lekko wyżej nad składakiem w swoim spisie elektroniki.


Atari 65XE

Atari 65XE

Atari 65XE

Od tego sprzęciku poczynając mogę w sumie o każdym następnym pisać już tylko “osom, osom, osom!”. Sześćdziesiątkępiątkę dostałem od swoich rodziców (OK, na spółę z bratem, niech mu będzie :)) w czasach, w których samo wymówienie słowa “komputer” oznaczało rzucenie jakiegoś zaklęcia. Maszynka posłużyła zasianiu bakcyla, który trzyma mnie przy elektronice do dziś. Na toto programowałem, robiłem na tym grafikę, rzeźbiło się na tym muzę i – co najważniejsze – jeździło się za softem na to do Wrocławia (najbliższa giełda, w mojej rodzinnej Jeleniej Górze mało co było). Poznałem przez ten kawałek plastiku i krzemu mnóstwo ludzi, wkręciłem się w mnóstwo zajęć, przegryzałem się przez różnego rodzaju dokumentację a po uzupełnieniu zestawu o stację dysków, zacząłem jarzyć czym może być system operacyjny.

Przepiękny, niezniszczalny kawałek elektroniki, który zapisał się w mojej pamięci samymi superlatywami. Nawet cholerny magnetofon wspominam z rozrzewnieniem i pewną dozą tęsknoty.


Atari Jaguar

Atari Jaguar

Atari Jaguar

Nieco wyżej w moim rankingu stoi konsolka od Atari. Dostałem ją od brata ciotecznego (hi, Cris!) choć lepiej chyba byłoby powiedzieć, że ją mu podprowadziłem grożąc ogniem i czym tam jeszcze. Urzekła mnie od pierwszego na nią spojrzenia w zamierzchłych czasach świetności sklepu na Towarowej 25 (o ile mnie pamięć nie myli) we Wrocławiu, gdzie zobaczyłem ją po raz pierwszy. To zdaje się tam miała siedzibę firma Atar System, która wydawała STE Fana… Anyway, zobaczyłem tam obiekt moich późniejszych westchnień czyli Jaguara podpiętego do sporego TV i z załączonym Tempestem 2000 i od tego momentu rzecz mnie prześladowała. Lata całe później w ręce moje konsola wpadła z – a jakże by inaczej – Tempestem 2000 na pokładzie i po prostu odjechałem. Solidne, kartridżowe cudo, które w działaniu możecie zobaczyć w jednym z moich podcastów.

Fajna konstrukcja, ciekawe wzornictwo i wielka, niewykorzystana szansa firmy Atari. Szkoda ale ten kawałek elektroniki zajął sporo miejsca w moim sercu i musiałem o niem po prostu napisać.


Optimus P75
Kiedyś była taka sobie polska firma, która prężnie komputery składała i generalnie nieco cywilizacji na tym naszym komputerowym poletku zasiała. Decyzją władz została uwalona, ludzie poszli na bruk, Kluska porobił za bohatera a władzom nic się nie stało, bo przecież to Polska i tu można wyczyniać dowolne cuda. Anyway, składali chłopcy komputery a jednym z ich dokonań była ta właśnie maszyna.

Maszyna była wielka (w dosłownym znaczeniu tego słowa) i była dla mnie objawieniem. Czemu? A temu, że dzięki niej oderwałem się od atarowskiego TOSa i przelazłem na ciemną stronę mocy, czyli DOSa a z czasem – Windowsa. Tu wszystko było nowe, nieznane, inne i bardzo ale to bardzo pociągające. Szybkość tej machiny powalała niedawnego użytkownika Atari ST a ogólne doznania płynące z używania tego sprzętu mogę streścić jednym: rewelka. Rzecz nauczyła mnie overclokingu (jedną zworą robiło się z tego komputera sprzęt P120 co było naprawdę czuć) i nauczyła grzebania w bebechach peceta. Konstrukcja była na tyle jednak solidna, że grzebać (poza typowymi apgrejdami wszystkiego :)) nie za bardzo było po co i tak też ten komputer zapamiętałem – bezproblemowy monster dający mnóstwo frajdy. Wysokie jego miejsce w zestawieniu jest chyba w takim wypadku zrozumiałe…


Atari ST

Atari ST

Atari ST

Commodorowcy mieli swoje Amigi a ataraciarze swoje ST. Czas pokazał, że Amiga była lepsza ale to od ST zaczął się szesnastobitowy szał w naszym kraju. Moi nieocenieni rodzice sprezentowali taki sprzęt i mnie a ja byłem i jestem nim zachwycony do dziś. OK, może nie grał tak jak Amiga, może nie potrafił tyle co Amiga ale było to (i nadal jest) urządzenie zdecydowanie eleganckie, z klarownym i przejrzystym systemem operacyjnym (pstrokatość oesu Amigi do dziś mnie odstręcza) oraz z bogatą i ciekawą dla mnie biblioteką oprogramowania. Przykład wzorniczej konsekwencji i staranności wykonania.

Sprzęt był niezniszczalny i odporny na wszelkie złośliwości losu. Co prawda udało mi się mój egzemplarz własnoręcznie spalić ale oddajmy sprawiedliwość mojemu Atari – rozkręcenie drania, skręcenie i odpalenie z kilkoma częściami i śrubami w dłoni, których nie pamiętało się, gdzie trzeba wsadzić przy skręcaniu – to nie było najlepszym pomysłem. W efekcie po wydaniu kupy kasy stałem się posiadaczem sprzęciora o rozszerzonej pamięci i z najnowszym wtedy systemem operacyjnym (tzw. Rainbow TOSem). Oryginalny TOS miałem po… szwedzku więc przesiadka na angielskie środowisko pracy okazała się być po prostu pięknym doznaniem. Eeech, te pionierskie czasy :)

Cudowny sprzęt, fantastyczna jakość wykonania, ogromna ilość miłych wspomnień (w poszukiwaniu Frontiera na ST wylądowałem w najdziwniejszej knajpce komputerowej świata w samym centrum Aten – doceńcie oddanie grze :)) – to wszystko winduje Atari ST wysoko na mojej liście.


Klawiatura aluminiowa Apple

Apple klawiatura

Apple klawiatura

Urzekła mnie od pierwszego spojrzenia i uwiodła od pierwszego dotknięcia. Wytrzymała, solidna, zwarta konstrukcja z klawiszami, których aż miło dotykać. Idealny skok klawiorów, walory użytkowe mocno ponad przeciętną (mówi Wam to koleś, który zajechał niezliczoną ilość klawiatur w życiu), ogólne wrażenia z używania po prostu doskonałe. No i to wzornictwo…

Niby to tylko klawiatura ale to najlepsze klawisze, jakie w życiu miałem. Wiem, że to kwestia przyzwyczajenia w dużej mierze ale w pracy co i rusz muszę popisać na przeróżnych modelach klawiatur i pełną wygodę oferuje mi właśnie klawiatura od jabłka. Świetna sprawa, która za umilenie codziennej pracy wspięła się bardzo wysoko w moim rankingu.


PlayStation 3

Sony PlayStation 3

Sony PlayStation 3

Im staję się starszy, tym bardziej chce mi się grać. Uwielbiam to robić, uwielbiam trzymać pada, kocham rozwałkę na ekranie telewizora, w napięciu śledzę losy konsolowych bohaterów co ambitniejszych gier. To już element mojego życia a dziś PlayStation 3 dostarcza mi dla tego fragmentu mojego żywota pożywki.

Konsola stoi wysoko na mojej liście ale są ku temu powody. Przede wszystkim to solidny, jak na razie bezawaryjny (choć Brzozie na ten przykład czytnik już raz padł), w miarę cichy kawałek elektroniki, który poza graniem robi za grajka wszelkich filmów na płytkach. A robi to – dzięki upscalingowi przy DVD – rewelacyjnie. Takoż po zobaczeniu filmów na Blu-ray nie ma człowiek ochoty wracać do braku szczegółów filmów z DVD. Mojego chlebaczka nie da się nie lubić i mimo dziwnego wzornictwa i sporych rozmiarów, całkiem niebrzydki z niego mebel. PS3 wyzwala we mnie jakieś takie ojcowskie odczucia i czasem aż łapię się na chęci pogłaskania tego kawałka krzemu (jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało). Za mnóstwo pozytywnych wzbudzanych we mnie uczuć konsola ląduje naprawdę wysoko.


Apple Mac mini

Apple Mac mini

Apple Mac mini

W sprzęcie zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Mały, zgrabny, wręcz minimalistyczny… Stał się obiektem moich westchnień i elektronicznych mokrych snów. Sytuacja stałą się na tyle poważna, że dla tego cacka rzuciłem palenie i w ramach samowręczenia łapówki, zrobiłem to właśnie za miniacza. Jakżesz warto było!

Sprzęt kupiłem lata temu ale do dziś to fantastyczny kawałek elektroniki. Nie jest i nigdy nie miał być w moim domu demonem wydajności służącym do grania – od tego mamy konsole. Miał za to być cichy (po latach spędzonych obok wyjącego składaka cisza miniacza była niczym bezgłośna wersja zesłania dziesięciu przykazań :)), miał być uczynny, miał być podstawą domowego komputerowego życia no i miał być słodki. I ze wszystkich tych zadań wywiązuje się z powodzeniem do dziś.

Dziś to solidny serwer mediów, który po podpięciu do telewizora dodatkowo robi za pleyera wszystkiego, co tylko da się odtwarzać. Z czasem zdechł w miniaczu napęd, który początkowo chciałem naprawić ale jakoś okazuje się, że zdechł w dziwny sposób – muzę i DVD czyta, natomiast za diabła nie chce czytać płytek z danymi i takowych wypalać. Miałem drania wymienić ale ten brak w sumie nie przeszkadza tak bardzo – większość moich mediów płytek nie ogląda nawet na odległość a te, które są na płytach o dziwo są czytane.

Mini jest słodkie, jest cudne, jest esencją tego, co nazwałbym applowatością komputerów. Wbrew pozorom to całkiem wydajna maszynka, która jest dowodem na to, jak optymalizowanie systemu pod konkretną konfigurację potrafi być ważne. Mijają lata a z kolejnymi wersjami Mac OS X moje mini staje się coraz szybsze i coraz wydajniejsze. Optymalizacja to jednak potęga…

Mini stało się prawie że członkiem naszej rodziny i za to ląduje bardzo, bardzo wysoko na mojej liście.


AirPort Express

Apple AirPort Express

Apple AirPort Express

Zdziwieni? A dlaczego? AirPort Express to idealny przykład urządzenia, które robi to, co ma robić i które robi to dobrze. W momencie kupna służyło mi za router ale na bycie pełnoprawnym routerem sygnał toto ma nieco zbyt słaby. Teraz rozszerza mi sygnał sieci oraz streamuje muzę do kuchennej miniwieży, co w połączeniu z obsługą via iPod touch czy iPhone czyni z tego urządzonka całkiem sprawny pseudoserwer muzyki.

Od momentu kupna i wciśnięcia do kontaktu nie mam z tym urządzeniem absolutnie żadnego problemu. Nic, zero, null… Nawet nie pamiętam, że toto funkcjonuje. Tak właśnie bezproblemowe jest to w użytkowaniu i obsłudze. To autentycznie jedno z najlepiej zaprojektowanych i funkcjonujących urządzeń na rynku – małe, poręczne, mobilne, ze sporymi możliwościami. Prawie że mój ideał jabłkowego urządzenia. Tu robisz “fire and forget” a urządzenie sobie działa non stop od dwóch lat nawet nie jęknąwszy. O to właśnie chodzi…


PlayStation 2

Sony PlayStation 2

Sony PlayStation 2

Na stronie PS2 napisali: “The world’s most popular console”. Zapewne jest to prawda patrząc na ilość sprzedanych egzemplarzy ale nie tylko o ilość tu chodzi. Tu chyba chodzi przede wszystkim o jakość. A PS2 to moim skromnym zdaniem konsola idealna, szczególnie w swej slimowej odmianie. Ta “tabliczka czekolady” jak zwano slima, jest po prostu bardzo zgrabnym urządzeniem – niewielkim, cichym (choć w mojej przydałoby się przedmuchać wiatrak bo coś zaczyna głośno biegać), oferującym w czasach swojej świetności naprawdę sporo. To jednak, co wyróżnia tę konsolę to nieprawdopodobnie bogata biblioteka gier. Tytułów na PS2 wyszło mnóstwo, w czym oczywiście jest sporo crapu ale też wiele dzieł wręcz genialnych. Całe spektrum elektronicznej rozrywki wiąże się z tą konsolą, w tym wiele zupełnie nowatorskich pomysłów.

Mam ogromny sentyment do tego sprzętu i budzi on we mnie bardzo ciepłe emocje. To przykład tego, jak można zaprojektować urządzenie z pozoru skromne ale jednak funkcjonalne nad wyraz i dające całe morze frajdy. Stąd i prawie że top mojej listy tej konsoli się należy.


Apple iPhone 3G

Apple iPhone 3G

Apple iPhone 3G

Starsza wersja aktualnego modelu, którą dzięki brackiemu mojemu posiadam, jest urządzeniem budzącym ogromne kontrowersje. Swego czasu mój brat zjechał tę słuchawkę równo a i ja nie byłem i nie jestem wciąż jakoś nią zachwycony. Apple zamknęło telefon jak tylko mogło i jak tylko się dało a to się nie może podobać. Pracować (w sensie biznesowym) z tym nie idzie, telefon ma sporo wad i w ogóle pod względem ficzerów odstaje bardzo od współczesnych smartfonów.

ALE

Gdy już się drania do ręki weźmie… Ten telefon cierpi na jedną, za to podstawową przypadłość: można na niego kląć, można fukać ale nie idzie drania z ręki wypuścić. Potężna baza oprogramowania (w tym coraz lepsze gry), duża funkcjonalność, wyśmienicie zrealizowany multitouch, brak lagów w kontakcie z interfejsem… Jeśli nie potrzebujesz jakichś biznesowych funkcji (okazuje się na forach, że w cholerę nastolatków to biznesmeni, którzy bez Excela w komórce po prostu ani rusz :)) i nie jesteś geekiem, to masz prawie idealnego kandydata na przyjemny w obsłudze, prosty ale funkcjonalny jak diabli telefon. Coś, z czego od kopa korzystać może moja córka, o żonie już nie wspominając. Po prostu jak znalazł sprzęt dla zwykłych ludzi.

iPhone 3G za tę całą gamę uczuć, które we mnie wzbudza i za to, że towarzyszy mi w sumie ciągle i wszędzie a jazdy do/z pracy bez tego gadżetu już sobie nie wyobrażam – za to wszystko ląduje prawie na szczycie mojej listy. To po prostu kawał solidnej i użytecznej elektroniki jest.


PlayStation

Sony PlayStation

Sony PlayStation

Pierwsza moja konsola i w dodatku kupiona za swoje ciężko zarobione pieniądze :). PSX było dla mnie swego czasu objawieniem, obiektem marzeń, modłów i chęci popełnienia przestępstwa, byle to coś w ręce swoje dostać. Na szczęście obyło się bez przestępstwa i w łapy moje wpadło coś, co uważam za jedną z najlepszych konstrukcji elektronicznych w historii.

Dziś PSX wygląda nieco kanciasto i w ogóle widać, że to rzecz z zeszłej epoki. Wypuszczony nieco później model PS One lekko sytuację wzorniczą ratował ale sentyment i poważanie mam dla tego nieporadnego wzornictwa. Ten model zafundował mnie i całej furze moich znajomych kupę radochy z grania i zredefiniował moje podejście do grania. Mnóstwo tytułów nastawionych głównie na arcadowy fun było bardzo przyjemną odmianą od pecetowego naparzania w strategie różnego rodzaju. PSX pokazał mi, gdzie leży zasadnicza różnica między graniem na konsoli a na PC – to kwestia wygody. Tylko i aż. Na samą myśl, że miałbym siąść przy biurku wgapiony w monitor aż mnie trzęsie. Jasne, dziś można pograć na laptopach ale jakoś nie rajcuje mnie granie na zbyt małym ekranie z kaloryferem na kolanach. Dziś dla mnie granie to tylko konsole i to właśnie PSX mnie przekabaciło.

Cudny kawałek elektroniki, który po iluśtam latach ostatnio odpaliłem. I co? I nic – wszystko działa jak bym zapakował drania do pudełka wczoraj. Kiedyś dbano o jakość podzespołów a nie robiono je jak dziś – wyliczając ich trwałość na jakieś dwa lata użytkowania. W końcu tę produkcję trzeba gdzieś sprzedać… Swego czasu tak nie było, elektronikę tworzyło się dbając o jakość i to po moim PSX także dziś widać. Pady – niezniszczalne. Body – oklejone czym się tylko dało, ze śladami upadków i czego tam jeszcze ale nijak to nie ma przełożenia na funkcjonowanie. Trwałe cholerstwo, które dało mi niesamowicie wiele dobrych fluidów.


Apple iPod touch 1G

Apple iPod touch

Apple iPod touch

No i czas na sam top mojej listy. Zaskoczeni? A dlaczego? Byłem jednym z tych early adopters, którzy rzucili się na nowinkę od jabłka prawie że w dniu jej premiery (no dobra, poczekałem z zakupem do podchoinkowego szaleństwa :)). Działo się to lata temu, kiedy o ajfonie tylko plotkowano a firmware iPoda touch pozwalał na przejrzenie netu za pomocą Safari, odebranie maili za pomocą Maila i na granie mediów – wszak była to wtedy nieco bardziej spasiona empeczwórka.

Minęły lata i dziś mam mały komputerek z gazylionem programików, gierek i czego tam jeszcze. Coś, co kupowałem jako iPoda, zmieniło się z czasem w wielofunkcyjne urządzenie, w którym granie muzy i wyświetlanie filmów to tylko jedna z bezliku potencjalnych funkcji. Jasne, chodzi o AppStore ale i generalnie rozwój oprogramowania jabłkowego dla touchów.

Dlaczego jednak to iPod touch okupuje pierwsze miejsce mojej listy zamiast iPhone, który przecież pozwala na więcej? A z dwóch powodów: iPod to dla mnie iPod – coś co ma grać i służyć rozrywce. I tylko temu. Reszta to bonus, z którego bardzo się cieszę ale który to bonus pod niebiosa wręcz wybija użyteczność tego gadżetu. Po drugie: jakość wykonania tego cacka po prostu mnie rozwala. iPod touch pierwszej generacji to przesolidna konstrukcja, która doświadczyła już niejednego upadku, wypadku, lotu i pieprznięcia o bruk twardy bo kamienny. Poza rysującym się tyłem iPodowi niewiele się stało a ekran po ponad chyba dwóch latach używania nawet ryski nie ma. A doświadczałem iPoda i ja, i da Majek, który teraz co dzień na nim łupie twardo (oraz nim łupie twardo :)). Po prostu pancerne, zwarte, świetnie zaprojektowane urządzenie.

Ten gadżet dużo zmienił w moim życiu. Nieco inaczej zacząłem spoglądać na elektronikę użytkową i na swoje potrzeby, które taka elektronika ma zaspokajać. Na co dzień nie potrzebuję wyrafinowanych urządzeń, które mają wszystko i oferują wszystko. Potrzebuję natomiast urządzeń, które oferują mi rzeczy w codziennym użytkowaniu potrzebne i robią to w sposób natychmiastowy, nie wymagający czekania i będący “pod ręką”.

iPod touch zgromadził bardzo wiele moich ciepłych uczuć i chyba właśnie to wyniosło go na szczyt mojej listy. A z ciekawostek – swego czasu kręciliśmy z da Majkiem podcast o iPodziku. Przezabawnie to z perspektywy czasu wygląda :)

I to by było na tyle. Jeśli ktoś zechce się podzielić swoimi typami na tę jego najlepszą/najgorszą elektronikę ever – będę wdzięczny. Zawsze to miło poznać kogoś bliże. Wszak “pokaż mi na czym stukasz swoje maile a powiem ci kim jesteś” :).

iPhone gaming – to już!

Jakiś czas temu zastanawiałem się, czy iPhone w ogóle osiągnie status czegoś, co nazwać można handheldem aka przenośną konsolą do gier. Oczywiście można było o nim tak mówić już w dniu premiery AppStore, kiedy to na platformie wylądowały pierwsze gry ale patrząc na ich poziom wykonania, skomplikowanie i w większości graficzną prostotę (oraz w 90% casualowatość) ciężko było brać iPhone poważnie. Owszem pojawiały się w międzyczasie tytuły mniej lub bardziej ambitne ale ciągle tej platformie brakowało czegoś, co jest głównym wyznacznikiem nazwijmy to “konsolowatości” urządzenia: zainteresowania dużych studiów produkcyjnych. Ale to się jak widzę powoli zmienia…

Do rozważań popchnął mnie jeden tytuł, w który ostatnio pogrywam a jest nim oczywiście Grand Theft Auto: Chinatown Wars [AppStore]. Dosłownie dwa dni obcowania z tą grą pozwoliły mi na nieco odmienne spojrzenie na przyszłość iPhone jako platformy do grania. Także kilka newsów z iphonowego growego światka mocno podbudowało moją wiarę w przyszłość grania na iPhone. Dlaczego? A dlatego, że w końcu wielcy producenci gier zaczęli łakomie spoglądać na tę platformę i zaczynają na nią wydawać coraz śmielej gry. GTA to akurat przykład gry najbardziej przeze mnie pożądanej – świetnie wykonanej, dopasowanej do specyfiki sprzętu, zoptymalizowanej jak trzeba, z głębią rozgrywki akuratnią dla nieco bardziej hardcorowego gracza. To tytuł ze wszech miar so called AAA – najwyższej jakości i w tym momencie obok The Settlers to chyba najlepsza gra w AppStore (OK, o gustach się nie dyskutuje ale o obiektywnej jakości wykonania już można).

Grand Theft Auto: Chinatown Wars

Grand Theft Auto: Chinatown Wars

Pojawienie się takich tytułów jak The Settlers czy GTA to bardzo istotny sygnał dla graczy – firmy w produkcję gier inwestują. I to zaczynają inwestować niemało. Te pieniądze zazwyczaj wprost przekładają się na jakość silnika, grafiki, dźwięku i tych wszystkich elementów, dzięki którym można mówić o grze dobrej. Jasne, różne niskobudżetowe produkcje też mogą zawładnąć wyobraźnią (i portfelami) tysięcy graczy ale o jakości platformy raczej nie świadczą a bardziej o niewyczerpanej pomysłowości i innowacyjności ich twórców (za co właśnie te gry kochamy i cenimy). Niestety bez odpowiedniego budżetu ciężko stworzyć tytuł na tyle głęboki i widowiskowy, by nieco dłużej obcował z nim gracz hardcorowy. Jasne, to casuale sprzedają się w ilościach hurtowych ale nie tylko one definiują możliwości i jakość platformy. Tę wyznaczają, czy nam się to podoba, czy też nie – duzi gracze.

Niedawno zelektryzowała mnie wiadomość o wkroczeniu Square Enix do AppStore. Jasne, było tam już obecne od dawna ale w formie średnio interesujących gier przenoszonych z komórek i dostosowywanych (zazwyczaj ze średnim skutkiem) do specyfiki iPhone. Tym razem Square ogłosiło start na iPhone swojej najsłynniejszej serii: Final Fantasy. Początkowo dwa tytuły ale podejrzewam, że jeśli przyjmą się dobrze, trafią do nas kolejne (oby z moim wymarzonym FF VII). Nie wiem, czy jest na świecie gracz, który choćby nie słyszał o tej serii a pojawienie się jej na danym urządzeniu to poniekąd wyznacznik dojrzałości urządzenia i wiary Square w jego komercyjny sukces także jako platformy do grania. Do tej pory Square raczyło nas okruchami ze swojego stołu ale teraz mamy zapowiedziane dania główne. To są świetne wiadomości bo w gierkowym światku może to oznaczać solidny impuls dla innych wielkich graczy do spojrzenia łaskawszym okiem na iPhone, jako platformę do gier. Bardzo wielu ludzi do tej pory nie postrzega tego urządzenia jako czegoś służącego do “poważnego” grania ale dzięki coraz ambitniejszym tytułom to przekonanie po prostu przestanie być prawdziwe.

Problem w tym, że Apple nie ułatwia premiery iPhone jako pełnoprawnego handhelda. Czy się to komuś podoba, czy też nie, sterowanie li tylko za pomocą dotyku i akcelerometru jest czasami po prostu niewygodne, zbyt mało precyzyjne i nie sprawdza się w bardzo wielu gatunkach gier. iPhone to przede wszystkim telefon, na którym pokazują się coraz lepsze tytuły ale który z racji bycia telefonem ma mnóstwo ograniczeń w swobodzie interakcji gracza z urządzeniem i zapanowaniem nad nim. Wprost nie cierpię tego ciągłego mazania paluchem po szybce w N.O.V.A. [AppStore], który dodatkowo zasłania mi połowę obrazu. Granie w Blades of Fury [AppStore] bez fizycznego kontrolera to po prostu męka i nawet jeśli doceniam te gry za ich technologiczne zaawansowanie i ogólną niezłą jakość, tak coraz rzadziej w nie gram właśnie ze względu na problemy ze sterowaniem. Grając lubię być skupiony na rozgrywce a nie na walce ze sterowaniem…

Od wieków już postuluję, proszę i wołam do Apple o opracowanie kontrolera lub stworzenie specyfikacji/standardu takiego urządzenia, by produkować mogli je inni. Na iPhone zaczynają się pokazywać tytuły bardzo wysokiej jakości i pozwalające nazywać tę platformę przenośną konsolą do gier. Ale to doznanie nie jest jeszcze pełne, jeszcze nie do końca możemy się rozkoszować mobilnym graniem. Szkoda bo w tym urządzeniu tkwi spory potencjał, który tylko ze względu na opieszałość lub brak wizji Apple strasznie się marnuje. Ewentualnie podeślijcie Steviemu linka do artykułu to może mu coś w głowie zaskoczy :)

iPhone aplikacja – Qik Video

No i w końcu iPhone doczekał się w miarę sensownej aplikacji do kręcenia filmików wideo. Aplikacja nazywa się Qik Video [AppStore] [strona programu], siedzi w naszym zakątku AppStore już od jakiegoś czasu w okolicach miejsc najwyższych (dziś pierwsze :)) i robi jedną rzecz, z którą Apple wypięło się na iphonowców nie chcących wywalać kasy na nowe 3GS: otóż kręci filmiki.

I robi to całkiem nieźle choć oczywiście mogłoby robić o wiele, wiele lepsze. Główne zastrzeżenia mam do płynności nagrań – 10/15 klatek na sekundę to niezbyt wiele i niestety obraz potrafi skakać czasem bardzo. Ale programik oferuje fajne filtry, łatwe ssanie filmików z iPhone (via ustanawiany przez siebie serwer WWW lub wrzucając wideo do biblioteki zdjęć/filmów), softowe doświetlenie i zoom i takie tam bajery. OK, nie jest to szczyt marzeń ale działa. Dopóki więc pan “dam wam iPada bez kamerki żebyście nie daj Boże ze Skype korzystali” Jobs nie zauważ, że mamy rok 2010 i warto by w końcu odblokować opcję trzaskania filmików w starszym modelu iPhone, skazani poniekąd jesteśmy na tego typu rozwiązania. Kij więc w oko panu J. a popularność aplikacji dobitnie świadczy o tym, jak kręcenie wideo jest ajfonowcom potrzebne. Rzecz kosztuje 0,79 ojro, waży niewiele a filmiki zgrane przez to do biblioteki zdjęć ajfona można w owym przycinać (choć na jutuba już słać niestety nie :/) i przez chwile chociaż można się poczuć jak właściciel 3GS ;).

Poniżej testowy materiał wrzucony do czegoś streamującego się (niestety ucierpiały na tym klatki, w oryginale jest nieco lepiej). Jak widać rzecz działa. Rozdziałka 400×304 jakoś może szału nie budzi ale też powinna wystarczyć do przypadkowych wideostrzałów typowych dla komórki.

Pobierz / obejrzyj film (m4v; 3mb)

Monitor dla papy CoSTy

Droga rodzinko (a może i jakiś sponsor się znajdzie, kto wie :)). No niestety, brak monitora do komputera boli strasznie. Nie ma na czym zdjątek i filmików obrabiać (no i Gutka wcale nie widać na stronie), nie ma jak żyć po prostu. Gromadzę powoli (a właściwie to wcale bo zawsze są jakieś inne wydatki) zasoby na nowy monitorek ale jeśli macie jakieś zbędne eurasy w portfelach drogie moje ciotki, to ja je bez skrupułów przyjmę. Znacie mnie :)

Kliknięcie na powyższy obrazek przeniesie do płatności PayPal, gdzie (jeśli jeszcze nie macie) można sobie konto założyć i wygodnie kasę przelewać.

Żebrzę? Jasne! Wstydzę się? Ani trochę :)

Logowanie

Cytat

Wojsko ten najgorszy wytwór życia stadnego, napawa mnie wstrętem; (…) owa plaga cywilizowanego świata powinna być czym prędzej zniesiona. Bohaterstwo na rozkaz, bezsensowna przemoc i cała ta obmierzła paplanina, którą nazywa się patriotyzmem – jakże serdecznie tego wszystkiego nienawidzę! — Albert Einstein

Ostatnie komentarze

Lifestream

  • Choróbsko bierze. Ot było iść w niedzielę z wózkiem na spacer... Deszcz, śnieg, grad, deszcz i znów śnieg. To musiało się tak skończyć :/ [costa_mm]
    11h ago via Twitter
  • Blogowpis: dłuuugaśny wpis o elektronice, której nienawidzę i o tej, którą wielbię. Dla potomności :) http://bit.ly/dCz9pq [costa_mm]
    13h ago via Twitter
  • Uuuups, zaraz na blogu wyląduje dłuuuuugi wpis. A łaziło mnie coś takiego po głowie od pewnego czasu i dziś ciałem się stało :) [costa_mm]
    13h ago via Twitter
  • You can not trust pióro because it wypisuje się when you need it most. A wsadzę ci naboja analnie, ty głupi pisaku. Aż stękniesz... [costa_mm]
    19h ago via Twitter
  • Odpisuję, odpisuję, odpisuję... Korespondencja firmowa zaczyna mi zżerać w cholerę czasu. Widać tak ma być. Deep down into #korpo hole... [costa_mm]
    19h ago via Twitter