Nas dwóch, one dwie plus cała reszta gangu zwanego Rodziną. Nasze przypadki, wypadki i odpadki. Nasze historie małe i wielkie. Nasze życie sote. Batteries not included.
To był gorący tydzień. Roboty po uszy, brak czasu na cokolwiek związanego z luźnym przepieprzaniem życia na przyjemnościach i błahostkach takich na ten przykład jak ten blogasek. Robota ostatnio coraz bardziej ode mnie czegoś chce i coraz więcej wymaga a ja nie wiem, czy to na wiosnę taki do końca dobry pomysł.
Jak by nie było, czasem odpalę jeszcze jakieś RSSy, od czasu do czasu uruchomię konsolę i sprawdzę, co tam w szerokim świecie gier wideo słychać. A słychać, że tegoroczne E3 zasypie nas solidnymi tytułami FPS, z czego bardzo się cieszę. Czekam jednak z niecierpliwością szczególnie właśnie na Medal of Honor bo… stęskniłem się za tą marką, która budzi we mnie same przyjemne skojarzenia. A do tego zapowiada się porządna, wypełniona akcją rozgrywka solo, czego w COD4MW jakoś nie doświadczyłem zanadto. COD jest świetne ale zdecydowanie dla singla za krótkie. Multi jest fajne ale ja jestem oldschoolowiec, który prócz strzelania do wszystkiego co się rusza, czasem lubi też mieć jakiś związany z tym motyw. Kiedyś nazywało się to „fabuła” i mam nadzieję, że nowa odsłona MoH dostarczy prócz strzelania (które wygląda doskonale) także nieco treści je wypełniające.
Jak by nie było – zapowiada się bardzo pracowita jesień :)
No i w końcu doczekaliśmy się. Fani gier RPG nie mogą na ofertę AppStore narzekać – sporo tam tego typu gierek ale tak naprawdę do czasu ukazania się Final Fantasy [AppStore] i Final Fantasy II [AppStore] ciężko było mówić o tytułach AAA w AS. Erpegi, którymi nas się raczyło bywały mniej lub bardziej rozbudowane ale wciąż nie sprawiały wrażenia wysokobudżetowych produkcji. Nawet Final Fantasy nie jest tym, na co czekaliśmy i czego wymagaliśmy od firmy z tak ogromnym potencjałem i doświadczeniem, jaką niewątpliwie jest Square Enix. Square długo kazało na siebie czekać ale w końcu pojawił się na naszej platformie tytuł ekskluzywny. I to jak wykonany!
Chaos Rings [AppStore] [strona gry] jest tym wszystkim, czego mogliśmy się po Square spodziewać. To solidny, japoński erpeg zrobiony w konwencji squarowskiej, z bardzo dobrą grafiką, niezgorszą muzyką, dobrze rozwiązanym sterowaniem i kilkoma fajnymi patentami wprowadzonymi do mechaniki rozgrywki. O fabule nic nie piszę bo za mało jeszcze grałem, by coś o tym skrobać. Zapowiada się w każdym bądź razie fajowo.
Gra nie idzie na kompromisy – to pełnowymiarowy erpeg stworzony co prawda na handhelda ale wcale nie oznacza to, że produkcja na czymś ucierpiała. Wspomniałem wcześniej o dobrej grafice ale tak po prawdzie grę wyświetla jeden z lepszych engine graficznych powstałych dla iPhone. Gra śmiga szparko nawet na iPodach touch pierwszej generacji a to, co jest wyświetlane, bardzo już zbliża naszą platformę do jakości znanej z PSP. W iPhone drzemią moce i jak widać trzeba było czasu, by deweloperzy potrafili je okiełznać.
Walki odbywają się w systemie turowym, za co z miejsca tę grę pokochałem. Nie ma żadnego walenia w ekran by pomachać mieczykiem. Oj nie – tu mamy solidnie pomyślaną mechanikę, fajnie wizualizowaną magię i wspomnianych kilka patentów, które miłośnikom japońskich erpegów bardzo się spodobają. Walka jest na wskroś squarowska w formie (wyświetlają nam się menu, z których wybieramy czynności do wykonania przez postacie) ale jest też jedna fajna opcja, która pozwala uderzyć we wroga wszystkim postaciom jednocześnie. Zadawane są wtedy większe obrażenia ale też w przypadku kontrataku wszyscy atakujący dostają po dupie. Magia rozwiązana jest świetnie – walcząc z potworami przejmuje się ich geny, którymi można uzupełniać swoją pulę genową i w ten sposób rozwijać magiczne zdolności postaci. W ten sposób uczymy się czarów ale nie wiem, czy można jakoś te pule genowe ze sobą mieszać, by tworzyć czary o skumulowanych efektach działania. Póki co system materii, który pamiętam z FF7 jest nie do pobicia pod względem możliwości kombinowania. Jak na razie geny w Chaos Rings służą tylko nauce nowych czarów i niczemu więcej. Może w grze jakoś się to rozwinie.
Muzyka jako się rzekło jest niezgorsza. Zdaje się, że jest generowana i cudownie na myśl przywodzi FF7. Oczywiście są też samplowane momenty, jak choćby te obecne w kawałku otwierającym (ładnie brzmią te patetyczne chórki, nie ma co) ale całość jak na razie nie zawodzi i spełnia swoją rolę bycia tłem dla poczynań postaci.
Jednym słowem: nareszcie solidny, japoński erpeg na iPhone! I to zrobiony z rozmachem i dbałością o szczegóły. Czy warto na tę grę wydać 10 ojro? Oj tak, bardzo warto! Jeśli wciągałeś fajnale i dobrze się przy nich bawiłeś a ta fajnalowa stylistyka postaci i squarowski sposób rozgrywki cię wciągają – bierz w ciemno! Tym bardziej, że Square postarało się i gra zapisuje stan w momencie przerwania rozgrywki (rozmowa telefoniczna czy np. potrzeba szybkiej ewakuacji z tramwaju, kiedy się człowiek zagra i zapomni, że na tym przystanku ma wysiąść – żywym tego dowodem :)). Nie oszczędzajcie, nie jęczcie, że drogo. Dobre, wysokobudżetowe gry muszą kosztować. Dalej to pewnie 1/3 ceny, jaką Square krzyknęło by sobie na PSP czy Nintendo DS więc szczerze mówiąc dostajemy produkt tani w porównaniu do jakości, jaką nam oferuje.
A poniżej fragmenty rozgrywki, które chyba najlepiej pokazują, jakiej jakości jest to tytuł.
Jakiś czas temu zastanawiałem się, czy iPhone w ogóle osiągnie status czegoś, co nazwać można handheldem aka przenośną konsolą do gier. Oczywiście można było o nim tak mówić już w dniu premiery AppStore, kiedy to na platformie wylądowały pierwsze gry ale patrząc na ich poziom wykonania, skomplikowanie i w większości graficzną prostotę (oraz w 90% casualowatość) ciężko było brać iPhone poważnie. Owszem pojawiały się w międzyczasie tytuły mniej lub bardziej ambitne ale ciągle tej platformie brakowało czegoś, co jest głównym wyznacznikiem nazwijmy to „konsolowatości” urządzenia: zainteresowania dużych studiów produkcyjnych. Ale to się jak widzę powoli zmienia…
Do rozważań popchnął mnie jeden tytuł, w który ostatnio pogrywam a jest nim oczywiście Grand Theft Auto: Chinatown Wars [AppStore]. Dosłownie dwa dni obcowania z tą grą pozwoliły mi na nieco odmienne spojrzenie na przyszłość iPhone jako platformy do grania. Także kilka newsów z iphonowego growego światka mocno podbudowało moją wiarę w przyszłość grania na iPhone. Dlaczego? A dlatego, że w końcu wielcy producenci gier zaczęli łakomie spoglądać na tę platformę i zaczynają na nią wydawać coraz śmielej gry. GTA to akurat przykład gry najbardziej przeze mnie pożądanej – świetnie wykonanej, dopasowanej do specyfiki sprzętu, zoptymalizowanej jak trzeba, z głębią rozgrywki akuratnią dla nieco bardziej hardcorowego gracza. To tytuł ze wszech miar so called AAA – najwyższej jakości i w tym momencie obok The Settlers to chyba najlepsza gra w AppStore (OK, o gustach się nie dyskutuje ale o obiektywnej jakości wykonania już można).
Grand Theft Auto: Chinatown Wars
Pojawienie się takich tytułów jak The Settlers czy GTA to bardzo istotny sygnał dla graczy – firmy w produkcję gier inwestują. I to zaczynają inwestować niemało. Te pieniądze zazwyczaj wprost przekładają się na jakość silnika, grafiki, dźwięku i tych wszystkich elementów, dzięki którym można mówić o grze dobrej. Jasne, różne niskobudżetowe produkcje też mogą zawładnąć wyobraźnią (i portfelami) tysięcy graczy ale o jakości platformy raczej nie świadczą a bardziej o niewyczerpanej pomysłowości i innowacyjności ich twórców (za co właśnie te gry kochamy i cenimy). Niestety bez odpowiedniego budżetu ciężko stworzyć tytuł na tyle głęboki i widowiskowy, by nieco dłużej obcował z nim gracz hardcorowy. Jasne, to casuale sprzedają się w ilościach hurtowych ale nie tylko one definiują możliwości i jakość platformy. Tę wyznaczają, czy nam się to podoba, czy też nie – duzi gracze.
Niedawno zelektryzowała mnie wiadomość o wkroczeniu Square Enix do AppStore. Jasne, było tam już obecne od dawna ale w formie średnio interesujących gier przenoszonych z komórek i dostosowywanych (zazwyczaj ze średnim skutkiem) do specyfiki iPhone. Tym razem Square ogłosiło start na iPhone swojej najsłynniejszej serii: Final Fantasy. Początkowo dwa tytuły ale podejrzewam, że jeśli przyjmą się dobrze, trafią do nas kolejne (oby z moim wymarzonym FF VII). Nie wiem, czy jest na świecie gracz, który choćby nie słyszał o tej serii a pojawienie się jej na danym urządzeniu to poniekąd wyznacznik dojrzałości urządzenia i wiary Square w jego komercyjny sukces także jako platformy do grania. Do tej pory Square raczyło nas okruchami ze swojego stołu ale teraz mamy zapowiedziane dania główne. To są świetne wiadomości bo w gierkowym światku może to oznaczać solidny impuls dla innych wielkich graczy do spojrzenia łaskawszym okiem na iPhone, jako platformę do gier. Bardzo wielu ludzi do tej pory nie postrzega tego urządzenia jako czegoś służącego do „poważnego” grania ale dzięki coraz ambitniejszym tytułom to przekonanie po prostu przestanie być prawdziwe.
Problem w tym, że Apple nie ułatwia premiery iPhone jako pełnoprawnego handhelda. Czy się to komuś podoba, czy też nie, sterowanie li tylko za pomocą dotyku i akcelerometru jest czasami po prostu niewygodne, zbyt mało precyzyjne i nie sprawdza się w bardzo wielu gatunkach gier. iPhone to przede wszystkim telefon, na którym pokazują się coraz lepsze tytuły ale który z racji bycia telefonem ma mnóstwo ograniczeń w swobodzie interakcji gracza z urządzeniem i zapanowaniem nad nim. Wprost nie cierpię tego ciągłego mazania paluchem po szybce w N.O.V.A. [AppStore], który dodatkowo zasłania mi połowę obrazu. Granie w Blades of Fury [AppStore] bez fizycznego kontrolera to po prostu męka i nawet jeśli doceniam te gry za ich technologiczne zaawansowanie i ogólną niezłą jakość, tak coraz rzadziej w nie gram właśnie ze względu na problemy ze sterowaniem. Grając lubię być skupiony na rozgrywce a nie na walce ze sterowaniem…
Od wieków już postuluję, proszę i wołam do Apple o opracowanie kontrolera lub stworzenie specyfikacji/standardu takiego urządzenia, by produkować mogli je inni. Na iPhone zaczynają się pokazywać tytuły bardzo wysokiej jakości i pozwalające nazywać tę platformę przenośną konsolą do gier. Ale to doznanie nie jest jeszcze pełne, jeszcze nie do końca możemy się rozkoszować mobilnym graniem. Szkoda bo w tym urządzeniu tkwi spory potencjał, który tylko ze względu na opieszałość lub brak wizji Apple strasznie się marnuje. Ewentualnie podeślijcie Steviemu linka do artykułu to może mu coś w głowie zaskoczy :)
Droga rodzinko (a może i jakiś sponsor się znajdzie, kto wie :)). No niestety, brak monitora do komputera boli strasznie. Nie ma na czym zdjątek i filmików obrabiać (no i Gutka wcale nie widać na stronie), nie ma jak żyć po prostu. Gromadzę powoli (a właściwie to wcale bo zawsze są jakieś inne wydatki) zasoby na nowy monitorek ale jeśli macie jakieś zbędne eurasy w portfelach drogie moje ciotki, to ja je bez skrupułów przyjmę. Znacie mnie :)
Kliknięcie na powyższy obrazek przeniesie do płatności PayPal, gdzie (jeśli jeszcze nie macie) można sobie konto założyć i wygodnie kasę przelewać.
xyz do wpisu Jedno keynote później… Zamiast tego Apple TV bardziej użytecznym u nas urządzeniem (i znając polskie ceny sprzętów Apple pewnie wcale nie...