Nas dwóch, one dwie plus cała reszta gangu zwanego Rodziną. Nasze przypadki, wypadki i odpadki. Nasze historie małe i wielkie. Nasze życie sote. Batteries not included.
Wot i wjechał mi dziś w ręce potężny choć minimalistyczny kawałek elektroniki. Krążek, który z miejsca pokochałem. Za to, że jest minimalistyczny, za to, że śmierdzi klimatami demoscenowymi, za to, że jest calutki bezpretensjonalnie smaczny jako ten chleb po kalmarach… Co tu dużo gadać – uwielbiam po prostu takie klimaty. Alex Smoke i jego Paradolia zagoszczą na moim playerku na dłużej, oj zagoszczą…
Poniżej utwór pod tytułem Meany. Esencja tego krążka. Że co, że jakieś takie dziwne i proste? Owszem, czasem i taka odskocznia jest potrzebna :)
Krótko bo czas wychodzić z pracy. Świetna, elektroniczna płyta w klimatach darkwave (mocno w tych klimatach), która potrafi wpędzić w depresję i skutecznie namówić niezdecydowanych do cięcia żył. Dzisiejsza moja rewelacja, którą przesłuchałem tylko raz i na długo mi starczy. Mocne, dobitne, jeżdżące po nerwach. Polecam! Poniżej otwierający całość i wpędzający w odpowiedni nastrój utwór Dying.
O ile Jamiroquaja znają chyba wszyscy, o tyle mister Laurent Saïet wziął i się z mroków moich twardych dysków był odświeżył po latach niesłuchania. I szczerze mówiąc, album tego pana zwący się Blue Trip na powrót mnie zauroczył i z całą mocą przypomniał o sobie. Świetne, elektroniczno-badalamentowskie klimaty mocno trącące soundtrackiem do Twin Peaks, chodzące gdzieś w tle gitary, pogłosy, wokalizy… Łał, naprawdę warto! Poniżej kawałek po tytułem Baton Rogue, który chyba oddaje dosyć dobrze klimat całości. Świetny krążek.
Jamiroquai takoż wpadł mi na dzisiejszą playlistę w ramach odkurzania staroci. Miotła zmiotła i wymiotła świetny jego album Emergency on Planet Earth, który wziął i się już nieco w mojej pamięci zatarł. Na tyle, że praktycznie na nowo „odkryłem” kawałek Revolution 1993. Kurczę, jak ten facet kiedyś potrafił funkowo zagrać… Utwór ze świetną sekcją rytmiczną i ogólnie tym wszystkim, co składa się na porządny funk (chórki included). Kawał solidnego, rytmicznego, budzącego w ten ospały, jesienny dzień – grania.
Droga rodzinko (a może i jakiś sponsor się znajdzie, kto wie :)). No niestety, brak monitora do komputera boli strasznie. Nie ma na czym zdjątek i filmików obrabiać (no i Gutka wcale nie widać na stronie), nie ma jak żyć po prostu. Gromadzę powoli (a właściwie to wcale bo zawsze są jakieś inne wydatki) zasoby na nowy monitorek ale jeśli macie jakieś zbędne eurasy w portfelach drogie moje ciotki, to ja je bez skrupułów przyjmę. Znacie mnie :)
Kliknięcie na powyższy obrazek przeniesie do płatności PayPal, gdzie (jeśli jeszcze nie macie) można sobie konto założyć i wygodnie kasę przelewać.
xyz do wpisu Jedno keynote później… Zamiast tego Apple TV bardziej użytecznym u nas urządzeniem (i znając polskie ceny sprzętów Apple pewnie wcale nie...