lut 16, 2010; wyświetleń: 600 8
iPhone gaming – to już!
Jakiś czas temu zastanawiałem się, czy iPhone w ogóle osiągnie status czegoś, co nazwać można handheldem aka przenośną konsolą do gier. Oczywiście można było o nim tak mówić już w dniu premiery AppStore, kiedy to na platformie wylądowały pierwsze gry ale patrząc na ich poziom wykonania, skomplikowanie i w większości graficzną prostotę (oraz w 90% casualowatość) ciężko było brać iPhone poważnie. Owszem pojawiały się w międzyczasie tytuły mniej lub bardziej ambitne ale ciągle tej platformie brakowało czegoś, co jest głównym wyznacznikiem nazwijmy to “konsolowatości” urządzenia: zainteresowania dużych studiów produkcyjnych. Ale to się jak widzę powoli zmienia…
Do rozważań popchnął mnie jeden tytuł, w który ostatnio pogrywam a jest nim oczywiście Grand Theft Auto: Chinatown Wars [AppStore]. Dosłownie dwa dni obcowania z tą grą pozwoliły mi na nieco odmienne spojrzenie na przyszłość iPhone jako platformy do grania. Także kilka newsów z iphonowego growego światka mocno podbudowało moją wiarę w przyszłość grania na iPhone. Dlaczego? A dlatego, że w końcu wielcy producenci gier zaczęli łakomie spoglądać na tę platformę i zaczynają na nią wydawać coraz śmielej gry. GTA to akurat przykład gry najbardziej przeze mnie pożądanej – świetnie wykonanej, dopasowanej do specyfiki sprzętu, zoptymalizowanej jak trzeba, z głębią rozgrywki akuratnią dla nieco bardziej hardcorowego gracza. To tytuł ze wszech miar so called AAA – najwyższej jakości i w tym momencie obok The Settlers to chyba najlepsza gra w AppStore (OK, o gustach się nie dyskutuje ale o obiektywnej jakości wykonania już można).
Pojawienie się takich tytułów jak The Settlers czy GTA to bardzo istotny sygnał dla graczy – firmy w produkcję gier inwestują. I to zaczynają inwestować niemało. Te pieniądze zazwyczaj wprost przekładają się na jakość silnika, grafiki, dźwięku i tych wszystkich elementów, dzięki którym można mówić o grze dobrej. Jasne, różne niskobudżetowe produkcje też mogą zawładnąć wyobraźnią (i portfelami) tysięcy graczy ale o jakości platformy raczej nie świadczą a bardziej o niewyczerpanej pomysłowości i innowacyjności ich twórców (za co właśnie te gry kochamy i cenimy). Niestety bez odpowiedniego budżetu ciężko stworzyć tytuł na tyle głęboki i widowiskowy, by nieco dłużej obcował z nim gracz hardcorowy. Jasne, to casuale sprzedają się w ilościach hurtowych ale nie tylko one definiują możliwości i jakość platformy. Tę wyznaczają, czy nam się to podoba, czy też nie – duzi gracze.
Niedawno zelektryzowała mnie wiadomość o wkroczeniu Square Enix do AppStore. Jasne, było tam już obecne od dawna ale w formie średnio interesujących gier przenoszonych z komórek i dostosowywanych (zazwyczaj ze średnim skutkiem) do specyfiki iPhone. Tym razem Square ogłosiło start na iPhone swojej najsłynniejszej serii: Final Fantasy. Początkowo dwa tytuły ale podejrzewam, że jeśli przyjmą się dobrze, trafią do nas kolejne (oby z moim wymarzonym FF VII). Nie wiem, czy jest na świecie gracz, który choćby nie słyszał o tej serii a pojawienie się jej na danym urządzeniu to poniekąd wyznacznik dojrzałości urządzenia i wiary Square w jego komercyjny sukces także jako platformy do grania. Do tej pory Square raczyło nas okruchami ze swojego stołu ale teraz mamy zapowiedziane dania główne. To są świetne wiadomości bo w gierkowym światku może to oznaczać solidny impuls dla innych wielkich graczy do spojrzenia łaskawszym okiem na iPhone, jako platformę do gier. Bardzo wielu ludzi do tej pory nie postrzega tego urządzenia jako czegoś służącego do “poważnego” grania ale dzięki coraz ambitniejszym tytułom to przekonanie po prostu przestanie być prawdziwe.
Problem w tym, że Apple nie ułatwia premiery iPhone jako pełnoprawnego handhelda. Czy się to komuś podoba, czy też nie, sterowanie li tylko za pomocą dotyku i akcelerometru jest czasami po prostu niewygodne, zbyt mało precyzyjne i nie sprawdza się w bardzo wielu gatunkach gier. iPhone to przede wszystkim telefon, na którym pokazują się coraz lepsze tytuły ale który z racji bycia telefonem ma mnóstwo ograniczeń w swobodzie interakcji gracza z urządzeniem i zapanowaniem nad nim. Wprost nie cierpię tego ciągłego mazania paluchem po szybce w N.O.V.A. [AppStore], który dodatkowo zasłania mi połowę obrazu. Granie w Blades of Fury [AppStore] bez fizycznego kontrolera to po prostu męka i nawet jeśli doceniam te gry za ich technologiczne zaawansowanie i ogólną niezłą jakość, tak coraz rzadziej w nie gram właśnie ze względu na problemy ze sterowaniem. Grając lubię być skupiony na rozgrywce a nie na walce ze sterowaniem…
Od wieków już postuluję, proszę i wołam do Apple o opracowanie kontrolera lub stworzenie specyfikacji/standardu takiego urządzenia, by produkować mogli je inni. Na iPhone zaczynają się pokazywać tytuły bardzo wysokiej jakości i pozwalające nazywać tę platformę przenośną konsolą do gier. Ale to doznanie nie jest jeszcze pełne, jeszcze nie do końca możemy się rozkoszować mobilnym graniem. Szkoda bo w tym urządzeniu tkwi spory potencjał, który tylko ze względu na opieszałość lub brak wizji Apple strasznie się marnuje. Ewentualnie podeślijcie Steviemu linka do artykułu to może mu coś w głowie zaskoczy :)





CoSTa's Family Page
CFP - w iTunes Store
