wrz 24, 2009; wyświetleń: 828
To będzie ostatni alienowy wpis na blogu. Dlaczego? A dlatego, że nie ma już o kim pisać. Alien przeszedł do historii…
W zamian za to mamy takie małe, strasznie drące mordę i – wedle tego co Doropha mówi – ciemnym zarostem porośnięte COŚ. Nazywa się to Gucio (wszak Maję już mamy), na oczy jeszcze drania nie widziałem bo siedzę w domu i opiekuję się chorą Majką. Ale waży bestia ponoć 4,2 kilo, jest ślicznościowym dzieciaczkiem no i ponoć czuje się dobrze. Mama zresztą też. Niebawem pojadę naocznie się o tym przekonać :)
No to teraz dopiero się zacznie… Łojezu, już się boję…
wrz 23, 2009; wyświetleń: 644
Oj, no to się dzieje… Doropha poszła dziś na badania do pani ginekolog swojej i przeżyła lekki szok. Twór człekopodobny, roboczo zwany Alienem, ma się bowiem nadspodziewanie dobrze i – jak się okazuje – z wyjściem to on się nie spieszy. Widać Alien wziął sobie do serca mój przykaz by masę robił jak największą, coby pojawił się na tym bożym świecie będąc uformowanym na kształt Buddy. Problem w tym, że młody masy narobił w okolicach czterech kilo z tendencją do więcej i stąd lekki szok mojej małżonki, która te wszystkie kilogramy jakoś przepchać przez siebie będzie musiała.
Ano, synek przybywa! Celujemy z urodzinami w ten weekend bo to w sumie zawsze raźniej tak sobie w wolne urodzić ale Alien to wyjątkowo wredna bestia i chyba będzie mu się chciało jeszcze masy porobić. Niestety podopadały nas przeziębienia i czujemy się wszyscy paskudnie ale co tam, czegóż się dla smarkacza nie robi – zepniemy się i na ten weekend będziemy gotowi :).
Cholera, Doropha zaczyna mieć zdrowego stresa ale – co chyba gorsze – ja jestem jak na razie całkowicie luźny. Obawiam się, że jak mnie łupnie, to nie pozbieram się przez tydzień :). Anyway – odliczamy dni i godziny…
wrz 11, 2009; wyświetleń: 723
Ostatnio na blogasku jest o wszystkim, tylko nie o mojej rodzince. Czas to zmienić i jakieś krótkie zestawienie operacji na życiowej karcie dokonać. W końcu ten zakątek internetu nosi dumne miano “Family Page” a nie “kolejny blog znudzonego nastolatka uważającego się za eksperta od wszystkiego, któremu najlepiej wychodzi copy-paste z translatora Google”. Tak więc ave my, ostatni przedstawiciele wymierającego powoli gatunku Prawdziwych Blogerów, alleluja i do przodu!
- Da Majek jest zerówkowiczem. Miło mi poinformować, że nasz zerówkowicz bardzo sobie chodzenie do szkoły chwali, nie może się wręcz doczekać wyjścia a wracając dokonuje totalnego gwałtu na czystości swojego odzienia wierzchniego tarzając się z koleżankami i kolegami po czym się tylko da. Dla stałych czytelników to mała wskazówka – da Majek od czasu powrotu z Grecji jeszcze ani razu nam poważniej nie zachorował i owszem, na lekach jedzie bo alergia tak po prostu sobie nie minie ale bogu niech będą dzięki, jak na razie wygląda na to, że wyjazd pozwolił organizmowi odpocząć i nabrać jakiejś odporności. W przyszłym roku wysyłam córę na ile się tylko da do greckiego odłamu rodziny. Oficjalnie ze względów zdrowotnych. Nieoficjalnie – zawsze to nieco mniej wydatków a jeść nasze dziecko lubi. Dużo i drogo :)
- Nasz wspólny z Dorophą projekt o roboczej nazwie Alien powoli zbliża się ku końcowi i już niebawem będzie miała miejsce premiera tego, co od prawie dziewięciu miesięcy przygotowujemy (w sumie to Doropha przygotowuje a ja udaję, że cokolwiek przy projekcie robię). Jesteśmy właśnie na etapie gorączkowego ustalania oficjalnej nazwy projektu i jak na razie wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że pierwszy człon nazwy będzie brzmiał “Gutek”. Oto dlaczego. Niestety moja propozycja nazwania Aliena szlachetnym mianem “Songo” tudzież “Goku” upadła. A szkoda, wszak to zacna postać… Anyway, Doropha wygląda teraz mniej więcej jak skrzyżowanie czołgu z tirem oraz lokomotywą, w dodatku z zachowaniem onomatopeicznych właściwości wspomnianych urządzeń – sapie, dyszy a żar z rozgrzanego jej brzucha bucha. Mimo to jednak zasuwa na wysokich obrotach i śmiga po mieście jak swego czasu popularny do takich porównań Pershing.
- Moi rodzice wzięli i pojechali a dosłownie przedwczoraj wrócili z miesięcznych wakacji na łonie eurolandowej Grecji. Ojciec narzekał na gorąc, który gasił zimnym piwem. Moja matka też narzekała ale z gorącem radziła sobie inaczej – rozbierała się do rosołu, co moja babka ponoć przyjęła z oburzeniem i na zdjęcie gaci się nie godziła. Ot mam babkę z zasadami.
- Grecki odłam rodziny robi swoje, czyli z naszej perspektywy patrząc – leniuchuje, udaje że pracuje i korzysta z dobrodziejstwa położenia, czyli wsuwa wszelkie dobroci kuchni śródziemnomorskiej. To jawne chamstwo i brak równouprawnienia w Unii, co powinno być poruszone na najbliższym spotkaniu którejś z unijnych komisji. Żądam śródziemnomorza nad Wartą!
- Zwyczajowo najbardziej w odwłok dostaję biedny ja, bo się okazuje, że oto zaczęły się żniwa na panele podłogowe, ścienne i generalnie wszystko, co Kronospan robi i trzeba to opakować, zaulotkować, zafolderować i zaposować. Co niniejszym czynie od rana do wieczora, mając z tego żadne profity. No i nikt mnie nie żałuje, nikt podwyżki nie da, nikt opieką socjalną nie ochroni i w ogóle.
- Z uwagi na powyższe nie udało mi się w tym tygodniu rozpocząć nowego sezonu Aikido. Stuprocentowo otwieram w przyszłym i nie ma bata, w tym sezonie jakiś pas wpadnie a jakiś dysk wypadnie.
OK, to na razie tyle bo już mi tu dzwonią i mailują. No już, zaraz, zaraz… Nie pali się!