CoSTa's Family Page

Icon

Nas dwóch, one dwie plus cała reszta gangu zwanego Rodziną. Nasze przypadki, wypadki i odpadki. Nasze historie małe i wielkie. Nasze życie sote. Batteries not included.

Żegnaj Tomato, wracaj oryginalny sofcie

Od zdrowo ponad roku mój router LinkSys WRT54GL śmiga grzecznie i dzieli mi necik. Do tej pory nie miałem większych uwag do jego działania a alternatywny firmware, który swego czasu zainstalowałem (LinkSys WRT54GL i Tomato Firmware) oferował kupę fajnych opcji i jeszcze więcej zabawy przy opcji tych przełączaniu, włączaniu i generalnie kombinowaniu, o co tu kierwa kaman :). Niestety od jakiegoś czasu coś zaczęło z moją siecią szwankować. Zrobiło się powoli, niefajnie, strony nie śmigały jak trzeba a ja nie czułem, że płacę za 6 megabitów do siebie i marne 512 kilobitów od siebie. Korzystając z okazji, że padałem wczoraj na pysk i miałem serdecznie dosyć wszystkiego po długim i ciężkim dniu w robocie, wziąłem się oczywiście za rozbrajanie problemu. Ot tak już mam. Rozwiązywanie problemów w takim stanie zazwyczaj kończy się albo totalnym sukcesem, albo rozpieprzeniem szwankującego sprzętu o ścianę. Na szczęście wczora z wieczora odniosłem sukces i sprzęt przetrwał.

LinkSys WRT54GL

LinkSys WRT54GL

Ale łatwo nie było. Najpierw próbowałem zdiagnozować przyczynę problemów i od razu wyskoczyły mi fatalne wartości pingów przy pingowaniu i tracowaniu czegokolwiek. Dwa tysiące milisekund i więcej to rzeźnia dla połączenia i nie dziwota, że rzucało się w oczy widocznie gorsze funkcjonowanie sieci. Już miałem składać reklamację ale postanowiłem nieco pokombinować. Podłączałem net na różne sposoby i do różnych urządzeń (przy okazji zauważając, że opłacam INEI z cztery adresy MAC bo trzeba Wam wiedzieć, że u mojego providera za każdy macadres urządzenia, które może się z netem łączyć trzeba płacić a ja nie będę na rodzinnym blogu używał brzydkich słów by wyrazić swoje zdanie o tym procederze). Marne pingi trwały do czasu podłączenia komputera bezpośrednio do modemu. A więc router był problemem i z nim trzeba było się rozprawić.

Router śmigał mi od jakiegoś czasu na najnowszej wersji fajnego firmware zwanego Tomato. Do tej pory byłem bardzo z tego firmware zadowolony: stabilne toto było, dawało fajne narzędzia, pokazywało wykresiki ale przede wszystkim pozwalało mi brandzlować się ilością zliczonych przesłanych danych. Widok góry gigabajtów przewalonych przez mój sprzęt zawsze miały dla mnie jakieś fetyszystyczne konotacje. Się jednak okazało, że coś z tym softem jest nie teges, skoro zaczęło się pod nim tak źle dziać.

Początkowo chciałem wrócić do poprzedniej wersji Tomato ale tak sobie pomyślałem, że warto zobaczyć co tam chłopaki z LinkSysa/Cisco wypuścili w temacie uaktualnień firmware. Zdziwiłem się bo i owszem firmware całkiem świeże było gotowe do wzięcia. No to wziąłem i dalej flashować routera. Niestety, kupa. Tomato w wersji 1.28 tej wersji oryginalnego firmware nie znał i sypał błędami, że plik jest jakiś do rzyci. Niewiele myśląc (znany z tego jestem :)) wziąłem i wrzuciłem jakąś starą, zachomikowaną głęboko wersję oryginalnego firmware i się okazało, że Tomato tę wersję bardzo lubi. Później już tylko update do najnowszej i viola – bangla.

Problemy jak ręką odjął. Przy intensywnym seedowaniu kilku torrentów, równoczesnym ściąganiu kilku podcastów, poczty i czego tam jeszcze pingi i tak latały w okolicach 60-90 milisekund. Bez żadnych QoS czy innych wynalazków, których nie rozumiem i w Tomato nie wykorzystywałem. Router tak po prostu sam z siebie tym łączem zarządza jak trzeba. Muszę przyznać, że w mój stary kabel wstąpiło nowe życie i necik ślicznie mi śmiga (znów).

Konkluzja: jeśli masz ze swoim LinkSysem kontrolowanym przez Tomato jakiś wydajnościowy problem – wróć na moment do oryginalnego firmware i sprawdź, czy tym sposobem problem nie minie. Jeszcze przez kilka najbliższych dni będę router mocno katował i sprawdzał jak toto śmiga ale jak na razie jest bardzo dobrze. Owszem, tych kilku fajnych narzędzi z Tomato brakuje i wykresikami już się brandzlować nie mogę ale z drugiej strony jestem w stanie to poświęcić jeśli w wyniku niemocy brandzlowania szybciej będą mi się pornole ściągały :)

LinkSys/Cisco – dzięki za pracujący firmware ale bierzcie przykład z Tomato czy z innych alternatyw, jak wasze oprogramowanie powinno wyglądać pod względem funkcjonalnym. Bo w temacie wydajności jak na razie podoba mi się Wasz soft bardzo!

Guci rechot :)

Łomatko, to będzie z tydzień jak nie nadawałem nic na blogasku i aż się cholera za tym miejscem stęskniłem :). Przepraszam najmocniej ale dopadło mnie życie zawodowe a po życiu zawodowym także i życie rodzinne. Wpadli rodzice, wpadła też gierka (God of War 3) więc sami wicie rozumicie…

U nas wszystko w porządeczku i same dobre u nas wieści. Co prawda groszem nie śmierdzimy za to zdrowi jesteśmy, tworzymy mniej lub bardziej ale zgraną paczkę a da Majek – co okazało się po przyjeździe do szpitala (a tak, była w międzyczasie w szpitalu) – nie jest ani głucha, ani nie siedzi już jej w uchu dren, który wsadzali jej tam przeszło rok temu. Ba! Ten dren dawno wypadł, ucho się zagoiło a siedział sobie po prostu w nawale jakichś skrzepów i woskowiny, których nikt nie ruszał w oczekiwaniu na zabieg, który miał całą tę damajkową uszną story zakończyć. Wyszło lepiej, niż się spodziewaliśmy – pojechały laski moje do szpitala, tam jakiś dzielny pan doktór wziął i sprawdził co tam nieco głębiej się dzieje, skrzepy wyjął, drena na pamiątkę zostawił i postawił diagnozę: mała może łazić na basen! Noooo… No to teraz Majka ma przerąbane – nauczy się pływać jak nic! Cieszy ją to tak swoją drogą okrutnie. No sami sobie wyobraźcie: wakacje nad Morzem Śródziemnym a tu nijak łba zanurzyć, nijak jakiegoś skoku wykonać, po plaży w czepku trza łazić czyli innymi słowy trzeba robić wszystko, by woda się do ucha nie dostała. A tu już NIE TRZEBA! Piękne!

W związku ze związkiem wszyscy się cieszymy jak dzieci. A poniżej podrzucam dowód na to, czyli generalnie najpiękniejszy dźwięk na świecie, jaki mi dane było ostatnio słyszeć. A może najpiękniejszy w ogóle? Proszę Państwa, przed Państwem Gucio!

Posłuchaj/pobierz (mp3, 418kb)

W tle słychać plującą spinaczami do bielizny Majkę, która wprowadzała tym sposobem Gutka w stan odjazdu. Pod sam koniec mam wrażenie, że z tego całego nalewania się Gucio puścił małe conieco tylnym otworem ale mogę się mylić :)

Żegnaj 4.0.1! Witaj 3.1.2!

OK, starczy eksperymentu o nazwie iOS 4.0.1 na moim iPhone 3G. W ostatni weekend lecząc swojego pękniętego na treningu palucha i w związku z tym niewiele robiąc, wziąłem i se zrobiłem downgrade. I to po tym całym zadowoleniu z iOS 4, jakie do tej pory okazywałem. Cóż się takiego stało, że starsza wersja systemu wróciła do łask?

Czytałem o bardzo wielu problemach z wydajnością iPhone 3G z zainstalowanym iOS 4 ale mnie to na szczęście omijało. Telefon był responsywny, nowe funkcje mnie się podobały (i nadal bardzo podobają a przecież nawet nie pomacałem nowości mając 3G), programy śmigały całkiem sprawnie choć przy grach już miejscami nie bywało tak wesoło. Sporo przez ten czas popracowałem z programem iStat [AppStore] by sprawdzić samemu, jak nowa wersja systemu gospodaruje zasobami, jak radzi sobie z gospodarowaniem pamięcią, jak wygląda load (obciążenie) telefonu i w ogóle co się mniej więcej z nim dzieje.

Niestety iOS 4 nie był projektowany z optymalizacją dla iPhone 3G w zamyśle. To widać od razu po odpaleniu iStat i mając w pamięci choćby listę procesów uruchamianych wraz z systemem. iOS 4 uruchamia ich więcej, co być może przy 512 megabajtach pamięci nie ma większego znaczenia ale przy 128 – już znaczenie ma podstawowe. System swappuje przy tej ilości pamięci wręcz namiętnie a to dla wydajności ma znaczenie kolosalne. Efekty posiadacze iPhone 3G opisywali jak net długi i szeroki: mulący telefon, brak responsywności, zawieszające się programy…

Przez długi czas nie miałem tych problemów i szczerze mówiąc dziwiłem się, że tak wielu użytkowników 3G je ma. Ale do czasu. O ile update 4.0.1 jeszcze usprawnił działanie telefonu, o tyle w pewnym momencie system osiągnął jakąś swoją masę krytyczną i wszystko zwolniło potwornie. Nie wiem, czy to problem ilości wolnego miejsca (zazwyczaj ajfona mam zapchanego po brzegi i jakoś we wcześniejszych wersjach systemu nie stanowiło to problemu) na co wskazują niektóre komentarze w internecie, może to jeszcze coś innego. Grunt, że rebooty czy też resety nie przynosiły większego skutku (także jedno restore). Po prostu telefon zaczął działać wolno. Nieakceptowalnie wolno. Niewiele więc myśląc wróciłem do wcześniejszej wersji softu.

Tu kilka słów komentarza dlaczego może właśnie 3.1.2 a nie 3.1.3. iPhone używam od dłuższego czasu i staram się gromadzić wrażenia z każdej wersji firmware tego urządzenia. Najcieplej zapamiętałem właśnie system w wersji 3.1.2, pod kontrolą którego telefon śmigał jak szalony, całkiem dobrze radził sobie z zarządzaniem poborem energii i generalnie jest moją prywatną „top” wersją dla tego urządzenia. Po recovery do tej wersji systemu okazało się, że cała magia iPhone wróciła, telefon działa fenomenalnie a foldery chyba nie są warte przesiadki na nowy system, jeśli skutkiem tej przesiadki ma być utrata fantastycznej szybkości.

iOS 4 w aktualnej wersji zdecydowanie nie jest systemem przeznaczonym dla iPhone 3G. Zbytnio obciąża pamięć a efekt jest taki, że magia natychmiastowej responsywności interfejsu iPhone po prostu znika. Dużo mówi się o tym, że Apple przygląda się tym problemom z wydajnością iOS 4 na iPhone 3G ale nie sądzę, by wpadło na coś genialnego. Ten telefon jest nadal świetny ale w wyścigu na moc hardware już niestety nie nadąża za nowszymi braćmi. Dlatego lepiej zostać przy starszym ale rewelacyjnie pracującym systemie, niż instalować nowszy, który ewidentnie dla tego urządzenia stworzony nie został.

Powrót do 3.1.2 nie odbył się bezboleśnie. Kilka programów wymaga już wyższej wersji OS i się nie instaluje. Na szczęście znakomita większość softu w pełni zaspokoi się tą wersją firmware i póki co większych powodów do narzekań nie mam. Telefon znów działa znakomicie ale jednak nic nie ukryje faktu, że dwa lata jego obecności na rynku minęły jak z bicza strzelił a to w epoce smartfonów naprawdę sporo. Wystarczy sobie uświadomić jak wielką drogę przeszły w tym samym czasie słuchawki z Androidem – jak bardzo w międzyczasie zmienił się hardware i software. W tych kategoriach patrząc, wujek iPhone 3G trzyma się całkiem nieźle ale nie oszukujmy się, czas powoli wymienić telefon na coś nowszego. Trzeba będzie znów brata do testowania iPhone 4 namówić :)

Monitor dla papy CoSTy

Droga rodzinko (a może i jakiś sponsor się znajdzie, kto wie :)). No niestety, brak monitora do komputera boli strasznie. Nie ma na czym zdjątek i filmików obrabiać (no i Gutka wcale nie widać na stronie), nie ma jak żyć po prostu. Gromadzę powoli (a właściwie to wcale bo zawsze są jakieś inne wydatki) zasoby na nowy monitorek ale jeśli macie jakieś zbędne eurasy w portfelach drogie moje ciotki, to ja je bez skrupułów przyjmę. Znacie mnie :)

Kliknięcie na powyższy obrazek przeniesie do płatności PayPal, gdzie (jeśli jeszcze nie macie) można sobie konto założyć i wygodnie kasę przelewać.

Żebrzę? Jasne! Wstydzę się? Ani trochę :)

Logowanie

Ostatnie komentarze

Lifestream