CoSTa's Family Page

Icon

Nas dwóch, one dwie plus cała reszta gangu zwanego Rodziną. Nasze przypadki, wypadki i odpadki. Nasze historie małe i wielkie. Nasze życie sote. Batteries not included.

01.09.2010

Stało się! Da Majek stał się dziś uczniem klasy pierwszej szkoły podstawowej. Emocji przed całą imprezą nieco było, żal z rozdzielenia z dotychczasowymi kolegami i koleżankami (szkoła prowadzi politykę mieszania dzieciaków jak tylko się da, by poznały się z jak największą ilością innych dzieciaków) i zwykły stres przed nowym i niezbyt znanym.

Po imprezie nieznane stało się bardziej znane, ławki stały się fajniejsze niż siedzonka przy zerówkowych stołach, tablica przestała chyba być jakoś wybitnie straszna a pani okazała się być póki co bardzo sympatyczną osobą. Czyli chyba Majka sobie w szkole jakoś tam poradzi.

Damn, to małe do niedawna gówienko zaczęło łazić już do szkoły… Ależ ten czas leci…

Powodzenia młoda! Pomożemy jak tylko będziemy mogli ale nie spodziewaj się, że będziemy za ciebie rozwiązywali zadania domowe. Ucz się, zdobywaj wiedzę i kasuj swojego starego mądrymi tekstami w nadchodzących pogadankach, które jako nastolatka na pewno będziesz mnie i Dorocie urządzała. Tupanie nóżką nie pomoże ale przeprowadzenie jakiegoś dowodu – oj tak, to wywrze pożądane wrażenie!

Poniżej raptem dwa zdjątka bo do wewnątrz szkoły się nie dostałem za sprawą marudzącego Gutka. Doropha mówiła, że było duszno, rodziców kupa ale tak poza tym to ponoć fajnie.

I to mniej więcej tyle. Plan zajęć mamy (na szczęście wuefów o jeden więcej, niż religii), Majka będzie łaziła głownie na pierwszą zmianę i jakoś to wszystko chyba się z czasem w zdrową całość poukłada. A jak tam pierwszoroczniaki Wasze? Ktoś jeszcze w ogóle w tym kraju ma dzieci? :)

Guci rechot :)

Łomatko, to będzie z tydzień jak nie nadawałem nic na blogasku i aż się cholera za tym miejscem stęskniłem :). Przepraszam najmocniej ale dopadło mnie życie zawodowe a po życiu zawodowym także i życie rodzinne. Wpadli rodzice, wpadła też gierka (God of War 3) więc sami wicie rozumicie…

U nas wszystko w porządeczku i same dobre u nas wieści. Co prawda groszem nie śmierdzimy za to zdrowi jesteśmy, tworzymy mniej lub bardziej ale zgraną paczkę a da Majek – co okazało się po przyjeździe do szpitala (a tak, była w międzyczasie w szpitalu) – nie jest ani głucha, ani nie siedzi już jej w uchu dren, który wsadzali jej tam przeszło rok temu. Ba! Ten dren dawno wypadł, ucho się zagoiło a siedział sobie po prostu w nawale jakichś skrzepów i woskowiny, których nikt nie ruszał w oczekiwaniu na zabieg, który miał całą tę damajkową uszną story zakończyć. Wyszło lepiej, niż się spodziewaliśmy – pojechały laski moje do szpitala, tam jakiś dzielny pan doktór wziął i sprawdził co tam nieco głębiej się dzieje, skrzepy wyjął, drena na pamiątkę zostawił i postawił diagnozę: mała może łazić na basen! Noooo… No to teraz Majka ma przerąbane – nauczy się pływać jak nic! Cieszy ją to tak swoją drogą okrutnie. No sami sobie wyobraźcie: wakacje nad Morzem Śródziemnym a tu nijak łba zanurzyć, nijak jakiegoś skoku wykonać, po plaży w czepku trza łazić czyli innymi słowy trzeba robić wszystko, by woda się do ucha nie dostała. A tu już NIE TRZEBA! Piękne!

W związku ze związkiem wszyscy się cieszymy jak dzieci. A poniżej podrzucam dowód na to, czyli generalnie najpiękniejszy dźwięk na świecie, jaki mi dane było ostatnio słyszeć. A może najpiękniejszy w ogóle? Proszę Państwa, przed Państwem Gucio!

Posłuchaj/pobierz (mp3, 418kb)

W tle słychać plującą spinaczami do bielizny Majkę, która wprowadzała tym sposobem Gutka w stan odjazdu. Pod sam koniec mam wrażenie, że z tego całego nalewania się Gucio puścił małe conieco tylnym otworem ale mogę się mylić :)

Co tam panie w polityce…

Ciężko orzec, czemu ma służyć cisza wyborcza ale tym razem nie zamierzam się wyborami gorączkować. Są nudne jak flaki z olejem, obydwaj kandydaci dla mnie nieakceptowalni więc zwyczajowo będę wybierał mniejsze zło. Kiedyś dla odmiany z chęcią wybrałbym większe dobro ale cóż, jak się nie ma co się lubi to się wybiera, co się ma.

Tydzień prawie nie ruszałem bloga i były po temu powody rozliczne. Po pierwsze: praca. Mam jej coraz więcej i szczerze mówiąc bardzo mnie to cieszy. Robię rzeczy ciekawe, uczestniczę w fajnych projektach, zacząłem podróżować po kraju i ogólnie robota sprawia mi kupę satysfakcji. Autentycznie cieszy mnie to, co robię i w czym uczestniczę. Natomiast nie cieszy mnie wynagrodzenie, które za to dostaję i trzeba będzie po urlopie poważnie pogadać z naczalstwem bo tak dalej być nie może. Roboty coraz więcej, odpowiedzialności także ale jakoś pieniądze nie chcą za tym iść. To ulegnie zmianie, nie ma bata.

Po drugie: mundial. Załapuję się co prawda tylko na wieczorne meczyki ale i tak mnie wciągnęło. W piłce kopanej jest coś magicznego i potrafi wessać na całego. Te wieczorne sesyjki z piłeczką, podręcznym i zimnym piwkiem to jest to, co faceci lubią najbardziej :).

Po trzecie: rodzina. Co prawda jakichś szczególnych obowiązków rodzinnych nie mam ale i tak codzienna rutyna do siadania wieczornego przed netbookiem jakoś nie skłania. Poza tym jakoś nie mam serca ostatnio do siadania do komputera jakiegokolwiek. Komputer to praca. W domu chciałbym coś bardziej cool i wygodnego w użyciu w wyrze :).

Po czwarte: mocno letnie klimaty. Wieczorkiem taras, browarek, paplanie z żoną i takie tam pierdoły, które skutecznie od bloga mnie odciągają. A tekstów mam do napisania kilkanaście co najmniej bo na tyle się notatek zebrało. Może z czasem…

A co tam u nas w ogólności? Gutek rośnie nam wielki, zdrowy i po prostu cudowny. Ten koleś to ideał niemowlaka po prostu – nie ma babki, w której nie wzbudziłby matczynych uczuć i chęci ściskania, miętoszenia i podziwiania jego krągłości. Faceci oglądający mojego syna czują od razu szacun wielki dla jego postury i podziwiają wgłębienia, jakie zostawia tyłkiem swoim w naszych panelach :). Doropha zmieniła po raz kolejny robotę, zarabia więcej ode mnie i już cieszę się na perspektywę bycia jej utrzymankiem :). Da Majek skończył rok szkolny, w uwagach pani wychowawczyni napisała, że dziecko powoli się ubiera i myli stronę lewą z prawą czyli odkryła naszą prywatną Amerykę, z którą do czynienia mamy dokładnie codziennie. Ale do pierwszej klasy dzieciaka nam puścili czyli Majka jakaś głupia nie jest i powinna sobie poradzić. Póki co mała korzysta z wakacji czyli niszczy baterię w iPodzie grając we wszystko co się da i siedzi na dworze do jakichś późnych godzin wieczornych.

Zapomniałbym – dostałem w końcu urlop i ruszam w przyszłym tygodniu na tygodniowy obóz, na którym będę poznawał tajniki aikido. Będę dostawał tam bęcki, będę miał trzy treningi dziennie i mam nadzieję, że dam rady w ogóle wrócić o własnych siłach. Póki co wzmacniam się piwem ale za dobre słowo na drogę się nie obrażę :).

To mniej więcej tyle. Jak widać standardowo ale ostatnio przy okazji także całkiem wesoło. Humory nam dopisują, zdrowie także, mamy fajne roboty, cudne dzieciaki, starczy nam na życie i lekkie conieco ponad więc jest dobrze. I oby tak dalej!

Monitor dla papy CoSTy

Droga rodzinko (a może i jakiś sponsor się znajdzie, kto wie :)). No niestety, brak monitora do komputera boli strasznie. Nie ma na czym zdjątek i filmików obrabiać (no i Gutka wcale nie widać na stronie), nie ma jak żyć po prostu. Gromadzę powoli (a właściwie to wcale bo zawsze są jakieś inne wydatki) zasoby na nowy monitorek ale jeśli macie jakieś zbędne eurasy w portfelach drogie moje ciotki, to ja je bez skrupułów przyjmę. Znacie mnie :)

Kliknięcie na powyższy obrazek przeniesie do płatności PayPal, gdzie (jeśli jeszcze nie macie) można sobie konto założyć i wygodnie kasę przelewać.

Żebrzę? Jasne! Wstydzę się? Ani trochę :)

Logowanie

Ostatnie komentarze

Lifestream