CoSTa's Family Page

Icon

Nas dwóch, one dwie plus cała reszta gangu zwanego Rodziną. Nasze przypadki, wypadki i odpadki. Nasze historie małe i wielkie. Nasze życie sote. Batteries not included.

Wideo na blogu czyli kózka syta

W poprzednim wpisie się mi napisało, że oto znalazłem swój sposób na wsadzanie wideo na bloga. A bo ja mam nieco inne potrzeby, niż YouTube jest w stanie mi zaspokoić a i jakoś lubię tak własnoręcznie zadbać o filmiki i ich jakość. Jestem użytkownikiem iPhone a to pociągnęło za sobą pewnie konsekwencje. Może tak od punkcików, co się za sprawą tej maszynki zmieniło w moim obcowaniu z internetem:

  • Internet stal się teraz dla mnie dwubiegunowy – dzieli się na serwisy mnie (czyli iPhonowi) przyjazne i nieprzyjazne. Po prostu bardzo dużo biegam po sieci właśnie za pomocą tego jabłkowego wynalazku i witam z otwartymi ramionami wszelkie objawy wspierania tegoż (jak i urządzeń mobilnych w ogóle).
  • Niejaki S. Jobs w mądrości swojej zarządził, że jego urządzenie będzie banglało bez obsługi Flasha (dzięki Ci za to Steve! Flash to współczesne opium dla ludu, ot co!) a więc większość czegokolwiek ruchomego na stronach wzięła i mnie zniknęła. O ile nie przejmuję się odejściem w niebyt reklam, o tyle boli bardzo brak możliwości obejrzenia sobie jakiegoś filmiku online, który to filmik serwowany jest w postaci strumienia FLV.
  • Apple i Google dogadało się, Google odstawiło tytaniczną pracę i chyba większość swoich zasobów filmowych przekonwertowało do formatu MP4, co zaowocowało nareszcie możliwością oglądania filmików YouTube, których oglądanie za pomocą Flasha po prostu zęby niszczy z powodu fatalnej jakości tychże filmików. Ten sam filmik przygotowany dla iPhone wygląda o niebo lepiej a ja się zapytowywuję, dlaczego nie może tak defaultowo wyglądać w tym cholernym Flashu.
  • Serwisów dających filmiki lub umożliwiających wrzucanie swoich (i to w fajnej jakości) w międzyczasie przybyło ale zazwyczaj cierpią owe serwisy na jedną przypadłość: olewają iPhone i generalnie urządzenia mobilne i nic się na nich nie zobaczy (prawda Vimeo?). Sorry ale ja takie serwisy mam w trąbce i nie będę ich używał bo w efekcie nie zobaczę filmików, które na własną stronę chciałbym wrzucić.

Dodając dwa do dwóch wyszło mi, że muszę sobie radzić sam. Stąd i te od dłuższego czasu na blogu przepychanki z Humyo.com i testowanie, co też toto jest w stanie mi zaoferować. Sporo ale nie tego szukałem. Potrzebowałem coś, nad czym miałbym większą kontrolę. No i nareszcie mam. Ufff…

Jak to teraz u mnie będzie wyglądało? No więc do szczęścia potrzebne mi były:

  • konto na Dropboxie (jeśli ktoś jeszcze jakimś cudem nie ma, to zawsze może sobie założyć i to dorzucając mi lekkiego bonusa do objętości konta klikając w ten link i zakładając konto z mojego polecenia :))
  • JW FLV Media Player czyli to coś, co filmiki odgrywa
  • QuickTime Player Pro 7 do eksportu plików do wrzucenia na serwer (QuickTime Player X ze Snow Leoparda też to umie i nie trzeba za to dodatkowo bulić – ja swego czasu QT kupiłem i mam zamiar używać jak najdłużej, bo to nowe coś jest ładne ale mało funkcjonalne)
  • Systemowy Podgląd (nie wiem czego tam można pod Windows użyć – dowolny programik potrafiący wyświetlić i zmienić rozmiar jotpega będzie OK).

Cała operacja z wrzuceniem filmiku jest dosyć pracochłonna ale efekt chyba wart jest zachodu. Trzeba mieć filmik, który chce się na bloga wrzucić i wtargać toto do QuickTime Playera.

Filmy na blogu - screen01
Uploaded with plasq‘s Skitch!

Wersja Pro (w Snow Loepardzie ta systemowa wystarczy) pozwala na eksport filmu do formatu iPhone (a jeśli wola to i desktopowego) dosłownie dwoma kliknięciami. QuickTime Player 7 Pro pozwala przy okazji ustawić dowolną klatkę filmu jako jego poster i przy eksporcie zgra tę klatkę do jotpega, co przydaje się bardzo gdy chce się filmik jakoś na starcie przyozdobić. Presety QuickTime’a są naprawdę dobrze poustawiane i nie ma za bardzo co tam mieszać. Przecież chodzi o to, by było łatwo…

Filmy na blogu - screen02
Uploaded with plasq‘s Skitch!

Wyeksportowany plik JPG wrzucam sobie do systemowego Podglądu i zmniejszam sobie do docelowej rozdzielczości filmu na stronie. U mnie jest to 410 pikseli szerokości. Się mi jotpeg rewymiaruje i już mam podaną szerokość i wysokość, jaką za chwilę wpiszę w takie jedno miejsce, by ładny player mi się na stronie pojawił.

Filmy na blogu - screen03
Uploaded with plasq‘s Skitch!
Filmy na blogu - screen04
Uploaded with plasq‘s Skitch!

Wyeksportowany film wrzucam sobie na konto Dropboxa do publicznego katalogu, z którego będzie pobierał dane player. Dorzucam też jotpega ot by ładnie wyglądał filmik na stronie – po załadowaniu playera pokaże się zamiast pierwszej klatki (często po prostu czarnej) właśnie mój obrazek.

OK, ale co z tym playerem? Ano nic – trzeba pobrać, wrzucić gdzieś sobie na serwer, tak by można było się do plików z sieci dobrać i to wszystko. Resztę załatwia świetny patent twórców playera czyli onlinowy wizard, który cały proces embedowania filmu sprowadza do wyklikania sobie czego tam się chce. Łatwo, prosto i przyjemnie. Trzeba tylko pamiętać, by nie wpadać w panikę przy wypełnianiu pola „File”. Tak, wystarczy tam wpastować to, co się skopiowało jako „Public link” po kliknięciu prawym przyciskiem myszy na pliku w katalogu Dropboxa. Że nie jest to FLV? I to jest właśnie clou programu – ten player bezproblemowo obsłuży tak przygotowane pliki MP4 i ślicznie je będzie streamował. A plik MP4 przygotowany dla iPhone można podlinkować bezpośrednio, co pozwoli osobom przeglądajacym stronę za pomocą iPhone (lub innego urządzenia mobilnego obsługującego standard MP4) po prostu na linku kliknąć i film wyświetlić. Na ten przykład tak:

Pobierz / obejrzyj film (m4v; 16mb; iPhonolubny)

Ot i wszystko. Wygląda strasznie, nie? Ale wcale takie nie jest dzięki sporej automatyzacji fundowanej ze strony QuickTime Playera przy eksporcie filmu, Dropboxa przy wgrywaniu plików na serwer i wizardowi, w którym można sobie w sekund pięć wyklikać potrzebny do osadzenia kod. Najdłużej z tego wszystkiego trwa konwertowanie filmu :). No, jutro pobawię się osadzaniem filmów HD. A co, można, to co mam nie korzystać…

Podziel się tym wpisem:
  • Wykop
  • Google Bookmarks
  • TwitThis
  • Ping.fm
  • del.icio.us
  • Facebook
  • email
Tagi: , , , , , ,

«« Video revamp czyli zmiany na blogu
»» Już niebawem Magnatune na iPhone

Komentarze: 10

  1. zx pisze:

    Nie boisz się, że ci się szybko konto na Dropboxie zapcha i nie będziesz miał miejsca na rzeczy bardziej przydatne w takim miejscu?

  2. CoSTa pisze:

    zx
    A nie boję się – w razie potrzeby założę nowe. W sumie na nowym specjalnie dla filmików stworzonym zaczynam to wszystko hostować. Średni filmik ma ok. 20 mb więc zanim je zapcham…

  3. Mikołaj pisze:

    Internet stal się teraz dla mnie dwubiegunowy – dzieli się na serwisy mnie (czyli iPhonowi) przyjazne i nieprzyjazne. Po prostu bardzo dużo biegam po sieci właśnie za pomocą tego jabłkowego wynalazku i witam z otwartymi ramionami wszelkie objawy wspierania tegoż (jak i urządzeń mobilnych w ogóle).

    W zasadzie powinieneś podziękować Jobsowi i Apple za brak obsługi „komórkowego CSS” (media=”handheld”):

    „iPhone ignores the print and handheld media queries because these types do not supply high-end content.”

    Można zrozumieć brak „print”, bo iPhone to nie drukarka, ale brak obsługi „handheld” to jeden z większych błędów, zresztą nadal przedstawianych jako „ficzer”.

    Za „niepełnosprytną” obsługę WWW w iPhone po tyłku dostają jego posiadacze. O ile duże serwisy tworzą osobne wersje „lajt” z definicji dla wszystkich komórek, o tyle mniejsze serwisy ograniczają się do zaserwowania uboższego „komórkowego” CSS. Firmy zasoby mają ograniczone, a liczba użytkowników z iPhone w Polsce jest tak niewielka, że nie opłaca się rzeźbić dla niego osobnej wersji.

    Zresztą zobacz, jak wygląda procentowy udział komórek i innych urządzeń w jednym z serwisów (nazwy podać nie mogę, serwis nie jest o IT):

    - IE / Windows Mobile – 0,81%
    - Opera * / Windows Mobile – 0,2%
    - Safari / iPhone – 0,07%
    - Opera Mini / (not set) – 0,04%
    - Safari / SymbianOS – 0,02%
    - BlackBerry9500 / BlackBerry – 0,003%
    - Playstation 3 / Playstation 3 – 0,001%
    - Safari / iPod – 0,001%

    W takich przypadkach albo coś umie dogadać się ze skomplikowanym media=”screen”, albo musi dogadać się z media=”handheld”.

    • CoSTa pisze:

      Chyba źle się wyraziłem. Ja NIE CHCĘ oglądać ubogiej strony bo mam urządzenie mobilne. Ja MAM urządzenie mobilne, które z większością stron radzi sobie doskonale i nie potrzebuje żadnych obejść by coś (co nie jest flashem) wyświetlić. Jeśli do tego ktoś zadba o osadzanie na stronie mediów w przyjaznym dla iPhone (i ogólniej – urządzeń mobilnych) formacie, to ja się z tego powodu tylko cieszę. Flash to nie jest przyjazny dla czegokolwiek format.

      Jako posiadacz iPhone w ogóle nie wiem o czym piszesz twierdząc „Za “niepełnosprytną” obsługę WWW w iPhone po tyłku dostają jego posiadacze.”. Co dzień mam wręcz odwrotne odczucia – bogu niech będą dzięki, że powstają na urządzeniach mobilnych przeglądarki, których nie trzeba karmić wersjami „light” stron. Posiadacz Androida powie pewnie to samo – przesiadka na sensowny system z sensowną przeglądarką zupełnie zmienia sposób obcowania z netem via urządzenie mobilne. Co nie oznacza, że nie cieszę się ze stron potrafiących rozpoznać, że wpadłem na nie za pomocą swojego urządzenia i serwujących wersję strony dostosowaną do niego. Sam tak robię na swoim blogu. W końcu żaden ekran o przekątnej trzech cali nie zastąpi monitora. Ale nie zmienia też to faktu, że współczesne telefony mogą na tych trzech calach wyświetlić normalne, nie potrzebujące wersji „lajt” strony i mało tego – obsługuje się je całkiem fajnie dzięki ekranom dotykowym i gestom. Przeglądanie netu na moim starym Soniaczu było bolesnym doświadczeniem krzyczącym o wersje „lajt” stron. Przeglądanie netu na iPhone (czy czymś napędzanym Androidem) to jednak zupełnie inna bajka.

      A dane z polskiego serwisu? Ciekawe bardzo, dzięki za podrzucenie.

      • Mikołaj pisze:

        Ale „handheld” nie oznacza „ubogi”. Oznacza „CSS dla urządzeń mobilnych”. Co autorzy serwisu podadzą klientom, to już rzecz indywidualna. Coraz więcej telefonów czy PDA jest w stanie renderować normalną stronę, ale mimo wszystko udostępnienie ludziom wersji bez np. wszystkich ciężkich grafik uważam za sensowną. U nas będzie sensowna tak długo, jak ceny za dostęp do Netu przez komórkę będą paskarskie.

        Co masz na myśli, pisząc o formatach przyjaznych iPhone, tego nie wiem – nie posiadam. Rzuć linkiem, to zobaczę u siebie, jak na razie nie napotkałem na takie rzeczy.

        • CoSTa pisze:

          Jednak zazwyczaj „handheld” sprowadza się do zubożenia i uproszczenia strony, co jest zrozumiałe bo przecież ma być wyświetlana na urządzeniach do tej pory średnio sobie z renderingiem radzących a i niezbyt do tego przystosowanych.

          Co do cen – u nas jest, jak jest. W normalnych krajach telefon bierze się z zazwyczaj nieograniczonym planem przesyłu danych lub daje się tak duże te pakiety, że człowiek nie czuje presji oszczędzania. I dzieje się to za stosunkowo sensowne pieniądze. Net spowszedniał i staniał. To, że u nas jest inaczej nie znaczy, że reszta świata ma się godzić na jakieś kompromisy. BTW – iPhone z 500 megabajtami transferu miesięcznie to już względna wygodna w typowym surfowaniu i mailowaniu. Do oglądania filmów to nie wystarczy ale typowe zadania załatwia z nawiązką.

          Formaty przyjazne iPhone to – przede wszystkim – brak użycia Flasha a w zamian używanie kontenera MP4 i kodeków h.26x oraz AAC. Obsługę tych formatów ma chyba każde nowsze urządzenie mobilne więc tak po prawdzie nie chodzi tu tylko o iPhone a raczej o mobilne obcowanie z mediami niezależnie od używanego urządzenia. Linków rzucać na razie nie za bardzo mam jak – ponoć HTML5 ma w standardzie określić jak ma się odbywać embedding elementów multimedialnych na stronach tak, by wyeliminować potrzebę użycia Flasha. Na razie w większości przypadków po prostu linkuje się do pliku MP4 jako alterantywę dla Flasha. Choć czekaj, jest fajna stronka, gdzie ładnie pokazano jak może to wyglądać – http://iphone.akamai.com/ – przy okazji widać tam jak działa HTTP Streaming w akcji.

        • Mikołaj pisze:

          „Handheld” sprowadza się do serwowania treści pod urządzenia mobilne :)
          Jak większość takich urządzeń nie radzi sobie z renderingiem, to standardem jest strona bez grafiki z kilkoma linkami na krzyż. Jak większość zaczyna dawać radę z normalnymi stronami, to „handheld” może być tożsame ze „screen”. Ewentualnie usuwa się zeń sztywne formatowanie szerokości stron czy ciężką grafikę, ale użytkownik końcowy ma praktycznie taką samą jakość korzystania z serwisu.

          Brak obsługi „handheld” to karygodny błąd ze strony Apple, za który w dupę dostajesz Ty oraz inni korzystający z iCośtam do przeglądania stron.

          Z perspektywy właściciela serwisu czy kodera robisz arkusz „screen” dla normalnych kompów oraz „handheld” dla urządzeń mobilnych. Decyzję o korzystaniu zostawiasz użytkownikowi końcowemu, który albo ma urządzenie obsługujące „screen”, albo korzysta z „handheld”. Uczciwe, prawda?
          Przeglądarka w iPhone jest niepełnosprytna, bo nie obsługuje Flasha. Czyli kłamstwem jest twierdzenie marketingu, że dostajesz to samo, co posiadacz blaszaka. Jednocześnie jesteś w d…, bo Twoje urządzenie nie umie korzystać z „handheld”.

          Jako właściciel serwisu mam czyste sumienie. Oczywiście jeśli znaczny procent użytkowników mojego serwisu korzysta z iPhone, to mogę bawić się w napisanie trzeciego arkusza CSS czy wręcz osobnej wersji dla iCośtam. Ale jak widzisz po statystykach, rozwiązania Apple to margines.

          HTML5 jak na razie jest poronionym pomysłem, w którym kwestię wspólnego kodeka zarżnięto dzięki Apple. Więc o unifikacji i standardzie można zapomnieć.

          Na podanej przez Ciebie stronie filmiki odpalają mi się… pod Chrome. Firefox 3.5 ich nie odpala, choć usiłuję go namówić. Podobnie nie chcą się odpalić w IE pod komórką, na którym np. YT działa bez zarzutu. Co z tym zrobić i jak jest z popularnością MP4 — nie mam pojęcia, zwłaszcza że tematyka formatów mnie mocno średnio :)

        • CoSTa pisze:

          Jak większość zaczyna dawać radę z normalnymi stronami, to “handheld” może być tożsame ze “screen”.

          No ale właśnie o to chodzi, że iP jak i coraz więcej innych telefonów nie ma większych problemów z renderingiem stron. Nie możesz widzę albo nie chcesz tego przeskoczyć :)

          Brak obsługi “handheld” to karygodny błąd ze strony Apple, za który w dupę dostajesz Ty oraz inni korzystający z iCośtam do przeglądania stron.

          OK. Nie chcesz tego przeskoczyć jak widzę. Po raz kolejny więc: nie mam absolutnie żadnych problemów z oglądaniem normalnych stron pod iP. Nikt mnie w dupę nie robi serwując mi inną stronę, niż „normalna” zamiast surogatu.

          Decyzję o korzystaniu zostawiasz użytkownikowi końcowemu, który albo ma urządzenie obsługujące “screen”, albo korzysta z “handheld”. Uczciwe, prawda?

          Gdy urządzenie potrafi obsłużyć prawidłowo tego „screena” to w czym problem???

          Przeglądarka w iPhone jest niepełnosprytna, bo nie obsługuje Flasha. Czyli kłamstwem jest twierdzenie marketingu, że dostajesz to samo, co posiadacz blaszaka.

          Owszem, bezczelne kłamstwo wręcz. Jednak jestem w stanie zrozumieć decyzję o nieobsługiwaniu Flasha. Ta technologia jest koszmarna – widzę to choćby po swoim netbooku, który bezproblemowo radzi sobie z DivXami czy plikami MP4 zakodowanymi w h.264 ale przy głupim filmiku we Flashu, w dodatku w jakości bliskiej koszmarowi, komputer wydajnościowo nie wytrzymuje a bateria leci na łeb i na szyję. Flash to zło.

          Jednocześnie jesteś w d…, bo Twoje urządzenie nie umie korzystać z “handheld”.

          Moje urządzenie bez problemu radzi sobie ze „screen” więc bycie w dupie to raczej Twoje pobożne życzenia.

          Jako właściciel serwisu mam czyste sumienie. Oczywiście jeśli znaczny procent użytkowników mojego serwisu korzysta z iPhone, to mogę bawić się w napisanie trzeciego arkusza CSS czy wręcz osobnej wersji dla iCośtam. Ale jak widzisz po statystykach, rozwiązania Apple to margines.

          Podobnie jak i reszta urządzeń przenośnych z tego co widzę. Więc po prostu robiąc serwis trzymaj się standardów, z Flashem oszczędnie (nie tylko iP nie obsługuje Flasha) i nie będzie kłopotów. I nie trzeba wymyślać jakichś „handheldów” czy kombinować z różnymi arkuszami.

          którym kwestię wspólnego kodeka zarżnięto dzięki Apple. Więc o unifikacji i standardzie można zapomnieć.

          Z tego, co czytam w necie to owszem, jabłko upiera się przy swoim ale i kochana Mozilla upiera się przy swoim i ani na pędź nie chce od swojego stanowiska odstąpić. Więc nie jest tak czarno-biało, jakbyś chciał. I tak zweryfikują to dostawcy treści, czyli głównie Google. Jeśli wybierze h.264 – stanie się to standardem. Jeśli Theorę – Theora stanie się standardem (wolałbym to drugie rozwiązanie ze względu na sympatię, jaką darzę OpenSource). Ktoś w końcu będzie musiał odpuścić. No i pozostaje jeszcze Microsoft, który wciąż jest potęgą na rynku przeglądarek i jeśli wymyśli sobie swoje rozwiązanie (lub nic nie zmieni), to zapewne mocno wpłynie na samych dostawców treści. Wiesz, nie jedno Apple tu miesza. Świat i biznes jest nieco bardziej pogmatwany.

          No i do tego wypada pamiętać o póki co niewielkim ale rosnącym rynku urządzeń mobilnych, które zaczną z czasem stanowić coraz większy odsetek urządzeń otwarzających media. W tym momencie rządzi tu h.263/4 ze swoim sprzętowym wsparciem dla odtwarzania wideo. Jak będzie z Therą – diabli wiedzą. Jeśli się tam nie zepną i nie zaproponują chłopaki jakiegoś działającego równie wydajnie rozwiązania, to Theora podzieli los Flasha, którego nikt nie chce. A szkoda by była wielka bo to jednak otwarty standard, który ma potencjał stać się ogólnoobowiązującym.

          Polecam ciekawy artykuł na Ars Technica, który nieco tematykę przybliża – http://tinyurl.com/la3p9g

          Na podanej przez Ciebie stronie filmiki odpalają mi się… pod Chrome. Firefox 3.5 ich nie odpala, choć usiłuję go namówić.

          Nie namówisz – ta kochana i otwarta Mozilla robi dokładnie to samo co Apple i nie wspiera h.264. Jak widzisz, nie jest tak czarno-biało. Mam nadzieję, że widzisz.

          Podobnie nie chcą się odpalić w IE pod komórką, na którym np. YT działa bez zarzutu.

          IE na Twoim Wincosiu nie obsługuje w ogóle tego sposobu podawania mediów, więc dziwne to raczej nie jest.

  4. SpeX pisze:

    A ja mam jeszcze pytanie ad IPhoda. Czy praktycznie obsługuje kontener mkv oraz napisy w nim zawarte (w sumie jestem ciekaw czy JW Player to obsługuję ?) ew czy kontener mp4 możliwa na coś podobnego?

    Ew znasz możliwość konwersji mkv > mp4 z osadzeniem hardsubów?

    • CoSTa pisze:

      iPhone nie obsługuje kontenera MKV. Za to bez problemów obsługuje napisy zawarte w kontenerze MP4 – swego czasu w którymś z Moich jabłuszek pisałem jak się zabrać do wsadzania takich napisów do kontenera. W międzyczasie pokazały się programy na Maka, które cały proces bardzo ułatwiają.

      Hardsuby nie są osadzone :). Hardsuby są po prostu obrazem wideo. Nie wyciągniesz ich bo to nie jest osobny plik z napisami w kontenerze – to po prostu wideo, które oglądasz. Natomiast softsuby to zupełnie inna inszość. To odpowiednio przygotowany plik tekstowy wsadzony w kontener. Od kontenera zależy format tego pliku. iPhone obsługuje format QuickTime (a cóż by innego :)).

      Jeśli masz mkv z hardsubami to po prostu konwertujesz wideo z jednego formatu do drugiego i tyle.

Zostaw komentarz

 

XHTML: Możesz użyć tych tagów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

 

Monitor dla papy CoSTy

Droga rodzinko (a może i jakiś sponsor się znajdzie, kto wie :)). No niestety, brak monitora do komputera boli strasznie. Nie ma na czym zdjątek i filmików obrabiać (no i Gutka wcale nie widać na stronie), nie ma jak żyć po prostu. Gromadzę powoli (a właściwie to wcale bo zawsze są jakieś inne wydatki) zasoby na nowy monitorek ale jeśli macie jakieś zbędne eurasy w portfelach drogie moje ciotki, to ja je bez skrupułów przyjmę. Znacie mnie :)

Kliknięcie na powyższy obrazek przeniesie do płatności PayPal, gdzie (jeśli jeszcze nie macie) można sobie konto założyć i wygodnie kasę przelewać.

Żebrzę? Jasne! Wstydzę się? Ani trochę :)

Ostatnie komentarze

Lifestream