mar 17, 2009; wyświetleń: 1 155
Męczenie da Majka :)
Nasza córka ma przerąbane. Tak po całości. Oto bowiem zamiast bawić się w najlepsze i korzystać z faktu, że do przedszkola nie biega w oczekiwaniu na zabieg (to już 30-go, ależ ten czas leci), siedzi bidula przy książkach i jest męczona najpierw przez opiekunkę, a po moim powrocie z pracy i przeze mnie. Dlaczego?
Uczymy się czytać i pisać!
A że jestem wyznawcą metody „przez stres, samo jądro stresu i jeszcze nieco stresu na dokładkę” – Majka ma robione ostatnio systematycznie sprawdziany. Kartkówki jak kto woli. Z ocenami.
Wczoraj pisaliśmy trudne słowa „Noga” i „Rower”. Majka musi sama rozbić słowo na litery a potem jeszcze je napisać. Nie ma lekko ale moja upierdliwość i łapanie minusów u córki za bycie perfidnym draniem męczącym dzieciaka zaczyna przynosić efekty – idzie młodej literowanie coraz lepiej a i sprawdziany jakby jakieś takie coraz bardziej udane i ostatnio wpadło nawet pięć minus (w sześciostopniowej skali). No, no, no… Jestem z Majki dumny jak paw!
Dziś Majka ma luzy – idę na trening. Ale jutro ma przerąbane. Napiszemy wyraz „Trutka” a to rzecz do przeliterowania wcale niełatwa – sporo spółgłosek a z tymi ma Majka problem. Jednak nauczanie liter metodą „Tyyy”, „Kyyy” robi dzieciakom wodę z mózgu – słyszą dwie głoski i później ciężko jest to wyplenić.
A w ramach chwalenia się – czytać nauczyłem się sam. Po polsku i po grecku. Po polsku na książce, która mnie frapowała w przedszkolu a po grecku na komiksach ze Spidermanem w roli głównej. Dżizas, dziś zostałbym nowym Kafką gdyby mnie uczyli czytać na komiksowych pornolach :).
Tagi: Majka, Przedszkole, Rodzina
Pamietam! Ilez ja sie namęczyłam, żeby Nastolatkę Młodszą nauczyć, że „myyy”, tyy”", „nyy” to nie są dwie litery! A ile zemściłam na szkołę i durnych nauczycieli, którzy uparcie powtarzali:”To jest literka „ly”.
Przylęłam za to metodę dzwiękowo-obrazkową, z alfabetem. Pokazywałam literki i głoskowałam „krótko”, bez „yyyy”. Tak długo, aż sie nauczyła. A jak już się nauczyła, to mi perfidnie zarzuciła, że Pani w szkole mówi inaczej. I ze mną pisała bez „yyy” a w szkole tak jak Pani mówi;-)
Owszem, przeszło jej. Ale ja bym tego drugi raz przechodzić nie chciała ;-)
Taki ojciec to skarb. oby tak dalej!
s@antee
Ha! A ja idę w wyplenianie chwastów od pierwszych chwil :). A bo kurczę widzę na żywca, że dziecku nie ma co wody z mózgu robić. Szczególnie takiego ogryzka, jaki ma we łbie Majka :)
grabek
Skarb jak skarb – opiekunka przekazała żonie (mnie się chyba boi), że co się bitchingu na temat ojca (znaczy mnie) nasłuchała, to jej :). Trudno, takie są koszta bycia upierdliwym starym. Nadrabiam obsługą pada – co się Majka nawdzięczy by mnie zmęczonego robotą do konsoli pognać…
Taka prawda, im wczesniej sie nauczy, tym lepiej dla niej. Na poczatku moze dziecku trudno, ale sie przyzwyczai do pracy. A wtlaczanie dziecku do glowy, ze zycie jest uslane rożami i wszyscy zyja dlugo i szczesliwie to psychologiczna zbrodnia. Potem dzieciaki scieraja sie z rzeczywistościa i szok je przygniata do chodnika.
Trzeba dziecko nauczyc jak najszybciej myslenia, kreatywnego rozwiazywania problemow i generalnej zaradnosci. Jesli bedzie wiedzialo, ze efekty zaleza od niej – caly swiat otwarty. Jesli bedzie czekalo jak na zmilowanie na otoczenie … ech ;-)
Ale oceny? To najgorsza forma oceniania jaką wszechświat stworzył.
Bo?
Z tego co czytałem, to rzeczywiście u takich małych dzieci nie powinno się stosować ocen w postaci cyferek. Dlaczego? Zabij mnie, ale nie pamiętam.