sty 19, 2006; wyświetleń: 446
ciężki dzień
oj dziś to było ciężko. harówka totalna. człowiek przylazł o tej ósmej z kawałkiem do roboty, zrobił sobie kawę i jak siadł, tak nieco przed siedemnastą skończył. a w międzyczasie…
oto krótka relacja z może nie typowego ale jednak dnia. aha, wulgaryzmów pełno więc czuj się ostrzeżony, o wędrowcze :)
mam nadzieję, że poniższe nieco wytłumaczy moją ostatnią niejaką nieobecność na swojej własnej stronie. ot po takim dniu już nic kompletnie się nie chce. ale do rzeczy:
„jak to kurwa nie ma jeszcze tych materiałów??? przecież dziś puszczamy to do druku a ja połowy tego zajebanego folderu jeszcze nie mam! gówno mnie obchodzi skąd ale je wytrzaśnij!”
„panie costa, nam się tu już maszyna grzeje… kiedy będą materiały?”
dryń… dryń… dryń… „costa, słucham”. „zapomniałam ci powiedzieć, że będą jeszcze zmiany w tym formularzu”. „co??? przecież to już było zaakceptowane! ja to do drukarni już dałem!”. „ale dyrektor chce tam jeszcze wcisnąć dwa pola…”. „niech se w dupę je wciśnie, tam nic więcej nie wejdzie!” [jak się okazało - weszło] … dryń… dryń… dryń… „drukarnia? STOP! będą zmiany, zaraz przesyłam poprawki. co? że już trochę tego natłukliście? to zmielcie i wystawcie im rachunek, za kilka minut przysyłam zmiany”… dryń… dryń… dryń… „gdzie chce mieć te pola i co to za pola?”. „a to, to, to i jeszcze to”. „miały być tylko dwa!”. „no w międzyczasie zmieniła się koncepcja”. „kurwa mać!”…
dryń… dryń… dryń… „costa, zaraz będziesz miał te materiały do katalogu”. „suuuper! a kiedy?”. „właśnie wrzucam na eftepa”. „czekaj, sprawdzam… dupa, nic nie ma. wrzucasz to?”. „czekaj, coś transfer stoi” [logowanko i próba wrzucenia czegoś później] „kurew, miejsca brak, quotę przekroczyliśmy, dawaj telefon do tego admina”. dryń… dryń… dryń… „ojciec! miejsca mi dawaj na eftepie bo nie mam gdzie prac wrzucać! że co? jaki kurwa podpis zwierzchnika??? a więc tak? no to dawaj imię, nazwisko, stanowisko i co tam jeszcze masz w dowodzie wpisane. będziesz bekał za niewydrukowane foldery! ile chcę? a ile wolnego macie? to zostaw sobie na warezy połowę z tego”.
dryń… dryń… dryń… „nie, nie dostałem tej fotki jeszcze. nie mam pojęcia co niemcy z nią robią. jak dla mnie mogą ją sobie wsadzić…”. „ale costa, bez tej foty to nie pójdzie do druku a muszę mieć na poniedziałek wszystko gotowe w poznaniu. zrób coś!”. „daj numer”. „halo? english please, ENGLISH!”. dryń… dryń… dryń… „ok, mam fotę, musiałem się z hitlerowcami bić”. „super, to wrzucaj do porjektu”. „dupakurwaryj! przysłali zwalony plik! oskalpuję tę niemiecką sukę!”
dryń… dryń… dryń…
i tak cały boży dzień. okej, trochę podkolorowałem… ale tylko trochę :/
Tagi: Praca, Życie«« zbigniew wasserman – człowiek głęboko chory
»» gparted live cd
Taaaaaaaa, skądś to znam. Ogólna zasada jest jednak taka, że jak sobie góra coś wymyśli, to nie ma bata – musi być :)
a potem wszystko wraca do twojej koncepcji, z tym ze gora uwaza ze to ich koncepcja. Wtedy ja rzucam: no przeciez ja tak mowilem na poczatku :-)
Miodzio :) Nie boj, sie, potem bedziesz miał pewnie dla kontrast luz po tych targach.
Swoja drogą dzien przejebany, ale za to jakie fajne opowiadania można spisywać ku uciesze gawiedzi :D
eeech panowie, miałem coś tu jeszcze dziś klepać ale tak siedzę przed monitorem i nie wiem – odpalić film czy iść w cholerę spać… i niech ktoś tylko spróbuje mi nie dać urlopu. posypią się głowy! :)
Nie ma to jak przygotowania do targów ;].
Wczoraj spędziłem 10 godzin w biurze a dzisiaj pobiłem swój rekord. 13 godzin! Pewnie jutro też swoje odsiedzę…
Od ósmej do siedemnastej? ;-D A co powiesz od piątej do dziewietnastej? ;->
powiem, że już za stary na to jestem i szanuję swój czas :). ale bywało, oj bywało…