lis 21, 2005; wyświetleń: 327
en voice – inclination for composure
płytki na aktualnym “topie” zmieniają się u mnie jak w kalejdoskopie :). za szybkie mam to cholerne łącze. no prawem choćby zwykłej statystyki nie chce wyjść inaczej – dosyć często trafiają się albumy dobre lub bardzo dobre, warte przynajmniej zwrócenia na nie uwagi. tak jest i w tym przypadku.
inclination for composure formacji en voice to przykład wręcz podręcznikowy ładnego, melodycznego ambientu o zacięciu lekko popowym, miejscami ocierajacym się wręcz o taneczne rytmy.
na album składa się dwanaście utworów nie powiązanych raczej ze sobą, nie tworzących jakiejś całości. po prostu dwanaście kawałków, których słucha się wyjątkowo dobrze. wśród tych dwunastu utworów trafimy na kompozycje proste, łatwe i przyjemne, nie wywołujące jakichś głębszych odczuć niż po prostu przyjemność ze słuchania; trafimy jednak także na kilka utworów, które śmiało zaliczyć można do wyższych stanów średnich muzyki ambientowej. miejscami krążek prezentuje wręcz doskonałe brzmienie i gdyby ta nierówność w jakości, ocena byłaby wyjątkowo wysoka a płyta wylądowała wśród moich ulubionych, tych, których zgrywać i kasować nie wolno za żadne skarby.
widać nieco niestety, że materiał na płycie dobrano na zasadzie dogodzenia możliwie najszerszej publice. krążek otwiera utwór “hold on” – przebojowe wręcz brzmienie jak na ambient! szybko, rytmicznie, to można śmiało puszczać na imprezach, których uczestnicy lubią coś więcej niż tylko łomot. ale kawałek otwierający ni cholery nie definiuje brzmienia całego krążka. oto bowiem już następny utwór – “impressions” – zdecydowanie dryfuje w kierunku brzmień stricte ambientowo-chilloutowych. i tak w sumie wygląda cały krążek – wolniej, szybciej ale zawsze melodycznie, chilloutowo, ambientowo.
na płycie spotkacie kilka cukierków. jeden z moich ulubieńców to “dreamland” – utwór, który doskonale koi moje ostatnio mocno stargane nerwy. albo taki “la musique” – prawie osiem minut zaprawdę powiadam wam doskonałego grania ambientowego.
ostatecznie album, mimo iż miejscami nierówny, może się podobać. mnie podoba się bardzo! sporo dobrych pomysłów, świetne brzmienie, nieco tanecznego posmaku rozpędzającego całość… idealne jako background w pracy lub tło przy jakims zajęciu. czy polecam? i owszem, polecam. z małym zastrzeżeniem – jeśli nie przeszkadzają wam lekko taneczne nuty to jest to album jak najbardziej dla was.
próbki utworów w serwisie juno records
próbki utworów i kilka zdań o albumie w serwisie psyshop.com
«« playstation 2 – chwalenia się ciąg dalszy
»» mldonkey – zabawy ciąg dalszy

Ostatnie komentarze
do wpisu Elektronika – moje the best i the worst
Brawo CoSTa! Świetny wpis. Strasznie fajnie się to czytało :) ja jakoś tak do sprzętu nie...
do wpisu Opis komputera Dell Inspiron mini 1210
Oprócz komputera stacjonarnego posiadam jeszcze HP mini note jednak zawsze uważałem, że DELL to lepsza...
do wpisu Elektronika – moje the best i the worst
PSXy, Atari, inne cuda. Pegasus, to jest to! ;D
do wpisu Elektronika – moje the best i the worst
Ojacie… Atari 65XE. Też mam to cudo! Nigdy nie zapomnę wgrywania gier z kasety, podczas...
do wpisu Elektronika – moje the best i the worst
Wiesz, że jakiś tydzień temu doszedłem do podobnego wniosku odnośnie PC i wczoraj pozbyłem się...