lis 6, 2005; wyświetleń: 352
human blue – discovery channel
human blue – discovery channel to moje ostatnie ambientowe odkrycie. krążek zaległ u mnie jakoś tak niedawno i zupełnie przypadkiem odpaliłem to cudo w robocie. przepadłem. już dawno nie słyszałem tak dobrego, wysublimowanego i nastrojowego ambientu. rzecz jest absolutnie świeża, dopiero co wydana. kupić płytę można za stosunkowo niewielkie pieniądze i mam nadzieję, że pokaże się w naszym kraju w jakichś co sympatyczniejszych sklepach z płytkami. a to muzyka warta imo każdych pieniędzy. na prawie 70 minut grania składa się osiem utworów. każdy dopieszczony w warstwie brzmieniowej do perfekcji. kompozycyjnie każdy kawałek to małe dziełko elektronicznej sztuki. każdy ale to każdy kawałek oferuje swoją własną, solidną przestrzeń, w której można się z przyjemnością zanurzyć. ma się na to czas…
średni czas trwania jednego utworu to jakieś osiem minut (matematycy niechaj se wyliczą średnią :)), podczas których zazwyczaj dosyć sporo się dzieje jak na ambient. jest to bowiem ta moja ulubiona odmiana ambientu, której nazwy ni cholery nie znam i nie mam zamiaru znać. rytmiczny, z wyraźnie poprowadzoną ścieżką instrumentów/sampli perkusyjnych – słychać beat po prostu. po dorzuceniu do tego solidnego, przestrzennego brzmienia dostajemy mieszankę a’la lightflow zespołu aural planet (do pobrania tutaj). z tym że lightflow był pomyślany jako całość oferująca “wodnego” tripa. tutaj tak nie jest. co nie znaczy, że trip nie jest równie sympatyczny…
z tym albumem mam jeden problem: nie potrafię wybrać jakiegoś jednego ulubionego utworu. całość trzyma równomierny, wysoki poziom choć nagrania różnią się charakterem. brzmieniowo całość jest jednak spójna. human blue nie szalał z instrumentarium, składał swoje kompozycje z podobnych klocków. brzmi na lekko nużącą sprawę? a gdzież by tam! praktycznie każdy utwór oferuje nieco odmienne doznania ale w ramach pewnej spójnej całości. lubię twórców, którzy podchodzą do materiału w sposób przemyślany. dzięki takiemu podejściu ma się wrażenie, że 70 oto pojechało się na 70 minut do jakiejś innej krainy i odwiedzało się różne miejsca tego samego, nieco magicznego, nieco melancholijnego kraju. świetna sprawa!
nie pozostaje mi nic innego jak tylko polecić ten kawałek elektronicznej twórczości z dopiskiem “recommended by costa” :). pozwólcie sobie na chwilę oddechu i spokoju (choć miejscami…) w ambientowych rytmach serwowanych przez human blue. już pierwszy kawałek (okej, gdybym miał wskazywać ten najfajniejszy utwór to byłoby chyba to) – communicate – zaoferuje bogate wrażenia. oczywiście, jeżeli lubisz ambient. metalowcy z daleka!
więcej informacji plus próbki utworów do pobrania
Tagi: Muzyka, Psybient, Recenzja

Ostatnie komentarze
do wpisu Wyjazdy i rozjazdy
Mamo-Wula! Jezeli ty wskakujesz tylko na cywilizowane porzadne blogi to koniecznie musisz zajrzyc na bardzo przyzwoity i...
do wpisu Wyjazdy i rozjazdy
O ciotka Christina ! Witam na blogu mogego syna.wbrew Twoim twierdzeniom w miarę często biegam po necie ale głównie po...
do wpisu Wyjazdy i rozjazdy
Costa, pewnie frustrat siedzi na bezrobotnym i jedynie co potrafi to japac sie nawet nie podpisujac swoich wypocin. Heh...
do wpisu Wyjazdy i rozjazdy
Masz racje Costas. Mama-Wula nie zwiedza pewnie dosyc czesto net i dlatego pewnie nie jest przyzwyczajona do naprawde...
do wpisu Wyjazdy i rozjazdy
Mało mamcia zwiedzasz netu to wiesz, że wymiana zdań pomiędzy moim_zdaniem a mną należała do spokojnych i wyważonych :). Na...